Dziś jest środa, 8 lutego 2012 roku
osób przebywających w serwisie: 50
Frąc; 2010-05-09 21:04:01; własne

Przyczyny klęski w sezonie 2009/2010

A A A

Sezon 2009/2010 w Anglii można uznać za zakończony. Można by rzec „wreszcie”. Był to jeden z najgorszych sezonów dla Liverpoolu, a na pewno najgorszy pod wodzą Rafy Beniteza. W lidze zajęliśmy haniebne siódme miejsce. W Lidze Mistrzów zamiast nas zagra Tottenham. W FA CUP zaporą nie do przejścia okazał się zespół Reading, grający w Championship. Z Curling Cup wyeliminował nas Arsenal. W Lidze Mistrzów również nie było różowo. W fazie grupowej musieliśmy uznać wyższość Olimpique Lyon oraz Fiorentiny. Wyprzedziliśmy tylko węgierski Debrecen. Dzięki temu zagraliśmy w Lidze Europa. Wygranie pierwszej edycji tego trofeum (Liga Europa zastąpiła Puchar UEFA) miało być priorytetem oraz pewnego rodzaju nagrodą pocieszenia dla fanów. Niestety musieliśmy ciężko walczyć o awans do kolejnych rund. Nie potrafiliśmy rozgromić zespołu Unirei, straty musieliśmy odrabiać w rewanżach z drużynami Benficy i Lille. Tak też miało być w półfinale z Atletico Madryt, z którym pierwszy mecz przegraliśmy 1-0. Pomimo iż rewanż odbył się na Anfield, nie pomogło to w osiągnięciu wyniku gwarantującego awans do finału. Po złej drugiej połowie wygraliśmy w dogrywce 2-1. Wynik ten dał finał drużynie z Madrytu. Jakie więc były przyczyny takich niepowodzeń i to we wszystkich rozgrywkach?

Według mnie główną przyczyną jest brak szerokiej i wyrównanej kadry. Nie mamy odpowiedniej ilości klasowych zmienników. Szczególnie mocno widać brak drugiego napastnika. David Ngog zupełnie nie radzi sobie z presją jaką jest zastąpienie Fernando Torresa. Jedynym usprawiedliwieniem jest jego młody wiek. Jest to dopiero jego drugi sezon w Anglii, wciąż może (a raczej musi) się wiele nauczyć. Brakuje nam też zmienników na prawą obronę. Według mnie niedopuszczalnym jest aby w drużynie mającej bądź co bądź aspiracje mistrzowskie, nie było choćby przyzwoitego zmiennika dla Glena Johnsona! Jeżeli zawodnicy w odpowiednim wieku do wskoczenia do pierwszej kadry (Darby) oraz zawodnicy grający w reprezentacji (Degen) nie są odpowiednimi zawodnikami do gry w pierwszym składzie w krytycznych momentach to co oni robią w naszym zespole? Zamiast nich na pozycji prawego obrońcy grał defensywny pomocnik Javier Mascherano.

Kolejnym czynnikiem klęski tego sezonu są kontuzje. Na początku sezonu na środku obrony musieli grać niedoświadczeni Ayala i Kelly. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby wcześniej wchodzili z ławki i się ogrywali. Lecz niestety nie mieli takiej okazji i bez zgrania z drużyną musieli grać spotkania z wymagającymi rywalami. Do tego dochodzą liczne w tym sezonie kontuzje El Nino Torresa, długotrwały uraz Glena Johnsona, czasochłonna absencja Alberto Aquilaniego, kreowanego na następcę Xabiego czy urazy naszego kapitana Stevena Gerrarda. Często urazy pokrywały się ze sobą sprawiając, że rozgrywaliśmy mecze bez mniej więcej połowy pierwszego składu.

Ważny wpływ, szczególnie w końcowej fazie kampanii, miała zła atmosfera w szatni. Wiadomo, że gdy zespołowi nie idzie, to łatwiej o niesnaski. Punktem kulminacyjnym było porównanie Liverpoolu do „tonącego statku, z którego trzeba jak najszybciej uciekać” przez Alberta Rierę. Hiszpan od tamtego zdarzenia nie pojawił się w kadrze na mecz. W okresie zimowym o złym traktowaniu i chęci opuszczenia Anfield wypowiadał się również Ryan Babel.

W moim podsumowaniu nie powinno zabraknąć naszych kochanych właścicieli George’a Gilletta i Toma Hicksa. Nie od dziś wiadomo, że dzięki Amerykanom drużyna ma ogromny dług, a budżet transferowy jest na niskim poziomie. Przyjrzyjmy się statystykom. W letnim okienku zarobiliśmy około 34 miliony funtów. Wydaliśmy mniej więcej 38 milionów. To oznacza, że w przybliżeniu na letnie zakupy otrzymaliśmy 4 miliony funtów. Zaskakująca kwota. Dzięki „szczodrości” właścicieli klub nie może się rozwijać, gdyż musi sprzedawać piłkarzy, żeby kupować innych. To nie pozwala na poszerzenie kadry.
Jeżeli zaś jesteśmy przy finansach to warto również spojrzeć na sponsorów. Nie mogę dotrzeć do przedstawionego kiedyś zestawienia ile główni sponsorzy dają klubom. Mimo to, jego zarys i najważniejsze informacje utkwiły mi w pamięci. Otóż, według tamtego zestawienia Liverpool otrzymał mniej pieniędzy od głównego sponsora niż Tottenham czy Aston Villa. Skutek można zauważyć obserwując tabelę.

Podając następną przyczynę niepowodzenia w tym sezonie chciałbym skupić się na stylu gry. W dzisiejszym footballu najskuteczniejszym i najefektowniejszym jest styl ofensywny. Gra tak Barcelona, gra tak Bayern, grają tak Chelsea i Manchester. Nie mogę sobie przypomnieć, aby te zespoły broniły wyniku po strzeleniu pierwszej bramki, bądź z premedytacją utrzymywały remis. Niestety nie można tego powiedzieć o The Reds. Wielokrotnie cofaliśmy się do obrony po strzeleniu bramki na 1:0. Zachowawczy styl gry często powodował iż remisowaliśmy, bądź przegrywaliśmy wygrane w praktyce mecze. Wystarczało tylko dobić rywala strzelając drugą bramkę. Liverpool idący za ciosem widzieliśmy jednak zaskakująco rzadko.

Zatrzymam się na odrobinę dłużej przy osobie Beniteza. Oprócz stylu gry mam Mu do zarzucenia jeszcze jedno, a mianowicie sztywne trzymanie się ustawienia 4-5-1 lub jak kto woli 4-2-3-1. Owszem, taktyka dobra, ale nie na każdy zespół. Czasem trzeba trochę pokombinować z ustawieniem, szczególnie gdy trzeba strzelić dużą ilość bramek, na po pozwoliłoby ustawienie z większą ilością napastników. Tymczasem przez sporą część sezonu graliśmy  jednym napastnikiem. Było pewne, że z czasem trenerzy drużyn przeciwnych połapią się o co chodzi i wymyślą takie ustawienie, które pozwoli powstrzymać Liverpool.
Ostatnim moim zdaniem czynnikiem był brak szczęścia. Objawiało to się w okazjach meczowych, gdzie odrobina szczęścia zamieniłaby strzał na bramkę, w decyzjach sędziów, którzy czasem niesłusznie odgwizdywali spalone bądź widzieli faul w czystych zagraniach. Najlepszym przykładem na brak szczęścia jest pierwszy mecz z Sunderlandem, gdzie jedyną bramkę strzeliła piłka plażowa wrzucona na boisko przez (o ironio!) sympatyka Czerwonych.

Na tym chciałbym zakończyć moje rozmyślenia na temat przyczyn niepowodzeń Liverpoolu w tym sezonie. Należy mieć nadzieję, że sezon 2010/2011 będzie o wiele lepszy, ponieważ gorzej raczej być nie może…

Zobacz także

Analiza meczu z Tottenhamem Sound of the Anfield Ground: Znów to samo Koty kontra Koguty

Dodaj komentarz


Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Komentarze

Kuba; 11.05.2010; 14:58
lehman, nie wiadomo co to jest napisane w Twoim komentarzu, z którego nic nie zrozumiałem :)

lehman7272; 11.05.2010; 14:57
Dużo napisane a można było napisać tylko w dwóch zdaniach :D
nic ciekawego czego niewiedział tu nie pisze.

kijanek13; 10.05.2010; 06:51
świetne napisane,brawo.Co do ostatnich słów-podpisuję się obiema rękoma,gorzej już chyba być nie może...

Projekt: Bartosz Bunikowski; Kodowanie i podpięcie: QSky.pl Copyright (c) 2009-2012 by LFCPoland.com.
LFCPoland.com na Facebooku