Przerwa międzynarodowa dała Kenny’emu Dalglishowi możliwość podsumowania tego, co zrobił do tej pory. Boss przyznał, że zeszłotygodniowy bezbramkowy remis przeciwko Swansea był nie do przyjęcia, a po samym spotkaniu było wiele rzeczy do omówienia.
Pozostaje wielką tajemnicą, jak ta sama drużyna, która zdominowała West Brom, zagrała tak słabo tydzień później. Budowanie serii kolejnych zwycięstw zostało zaprzepaszczone.
Dlaczego Liverpool odstaje i pozwala beniaminkowi dyktować tempo gry przez długi okres czasu?
Jak to możliwe, że pomoc, która jest warta prawie 50 milionów funtów, zostaje zdeklasowana przez debiutantów?
I gdzie została pokazana pasja i pragnienie zwycięstwa, kiedy the Reds zaczęli pod koniec meczu atakować?
Zbyt wiele pytań, na które nie ma jasnych odpowiedzi.
Frustracja wybuchła po końcowym gwizdku, kiedy niezadowolony tłum kibiców wygwizdał poczynania the Reds.
Ta reakcja jest niewątpliwie wynikiem tego, co dziele się na Anfield w tym sezonie.
Sunderland, Manchester United i Norwich City wyjechali z Anfield z punktem, na który nie zasługiwali, a marnotrawstwo punktów u siebie jest nie do zniesienia.
Ale to nie usprawiedliwia drwin.
Tak, tabela Premier League nie satysfakcjonuje, kiedy się na nią patrzy.
Dwa zwycięstwa na sześć możliwych u siebie jest słabym wynikiem, a Liverpool nabawił się bolesnego nawyku trafiania w słupki i poprzeczki zamiast dominacji i wygrywania meczów.
Gdybyśmy zwyciężali u siebie do tej pory, moglibyśmy deptać po piętach Manchesterowi City, zamiast myśleć o tym, czy złapiemy się do Top Four.
Jednak kilka wpadek na Anfield nie powinno zamazać drogi, jaką Liverpool pokonał w krótkim odstępie czasu.
Nieco ponad 10 miesięcy temu klub miał managera, który otwarcie mówił o walce o utrzymanie. Liverpool nie patrzył wtedy z góry na rywali, lecz oglądał się przez ramię.
Znacząca zmiana, która zaszła po zatrudnieniu Dalglisha w drugiej połowie poprzedniego sezonu – połączona z szałem zakupów latem – sprawiła, że poziom oczekiwań niesłychanie wzrósł.
Nigdy jednak nie udaje się wygrać ligi, kończąc poprzedni sezon na szóstym miejscu ze stratą 22 punktów do mistrza kraju.
Liverpool Dalglisha jest ciągle w przebudowie i cierpliwość jest wymagana, szczególnie z tyloma nowymi zawodnikami.
Pomimo słabszych występów, the Reds są tylko trzy punkty od czwartego miejsca.
Cel zakwalifikowania się do Ligi Mistrzów ustalony przez właściciela klubu, Johna Henry’ego ciągle pozostaje w zasięgu wzroku.
Wycieczka na Stamford w przyszłą niedzielę rozpoczyna decydujące 9 dni w kontekście całego sezonu. Następnie czeka mecz u siebie z Manchesterem City, a później szybki powrót na Stamford, by rozegrać mecz ćwierćfinałowy w Carling Cup.
Liverpool stoi przed o wiele większą szansą na pozytywne wyniki w tych meczach, jeśli tylko fani będą z drużyną i pokażą jednolitą, potężną siłę.
Gwizdy po prostu nie przystoją na Anfield.
James Pearce
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Master; 13.11.2011; 10:52
na pierwsze miejsce na pewno nie skoczymy, cierpliwości. Zastanawiam się tylko, po co by nam był Torres, Meire (co to za zawodnik? :P) i co ma do tego telekomuna polska? :P
pepe reina 2; 13.11.2011; 08:16
z chelsea chyba wygramy ale na pierwsze miejsce nie wejdziemy jusz w tym sezonie , bo niema torresa meire i tp.
Marilyn; 12.11.2011; 14:57
z chelsea zwyciestwo jest bardzo realne... patrzac na ostatnie lata zawsze dobrze wypadalismy w konfrontacjach z nimi... poza tym oni przegrali 2 ostatnie mecze ligowe (Arsenal i QPR) a w srodku tygodnia zremisowali w LM (Genk)... wiec nie widze przeciwwskazan:)
13lukiz13; 12.11.2011; 14:28
teraz 3 zwycięstwa i to dam na niesamowitego kopa do końca sezonu innej opcji nie ma. Zaletą jest fakt że gramy na wyjeździe a tam można usłyszeć nasz doping :p bo u siebie coś ostatnio nie ma na co liczyć :(. Liczę że suarez po zdobyciu tych 4 bramek ostano w końcu zacznie być tak skuteczny dla nas i że Gerro wróci



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





