Któż z nas by pomyślał jeszcze rok temu, że w przeciągu kilkunastu miesięcy przyjdzie nam zobaczyć Liverpool w jakimkolwiek finale. Osobiście nawet na początku listopada trudno było mi w to uwierzyć, a tu taka niespodzianka – jedziemy na Wembley. Nie wiem jak Wy, ale ja zapomniałem już jak to jest kibicować ukochanej drużynie w finale, bo kiedyż to ostatnim razem coś wygraliśmy? To chyba było w 2006 roku (i to jeszcze po jakim dreszczowcu), a ja byłem wtedy jeszcze bardzo młody i naiwny, a na fali stambulskiej glorii wierzyłem, że nadeszły złote lata dla klubu. Myliłem się. Czy zatem Kenny Dalglish przywróci nam dawny blask?
Domyślam się, że kibice konkurencyjnych drużyn, które są zajęte niezwykle prestiżowymi wpadkami zarówno w lokalnych, jak i europejskich pucharach, jak Chelsea czy Arsenal, szydzą sobie z tego pucharu, bo co to jest Carling Cup? Namiastka Pucharu Anglii, „puchar pocieszenia”, taki tam miły dodatek dla oka kibica w czasie sezonu. Dla nas jednak jest to coś więcej – to jest wręcz walka o życie. Uważam nadchodzący mecz za najważniejszy jak do tej pory w sezonie. Brzmi to może jak banał, ale jeśli teraz wreszcie się przełamiemy z jakimś trofeum, choćby najskromniejszym, to może wreszcie wszystko ruszy. Jak żadna inna drużyna z czołówki potrzebujemy jakiegokolwiek sukcesu od zaraz. Teraz mamy szansę, a rywal nie jest z najwyższej półki. Co się z takowymi robi, pokazaliśmy chociażby w spotkaniach z Oldham i Brighton w FA Cup. Jak się z takowymi natomiast nie gra, wciąż nauczamy innych w lidze.
Dziwne uczucie mnie ogarnia. Trochę obce. Lekka trema, ogromna presja. Przegrać tego meczu nie wypada, bo to byłby cios większy, niż obecne kompromitowanie klubu przez zakompleksione działaczki ruchów antyrasistowskich. Niby wszystko jest po naszej stronie, ale finały zawsze rządzą się swoimi prawami. Aby daleko nie szukać wystarczy przypomnieć sobie ostatnie dwa z udziałem Manchesterów czy Arsenalu z Birmingham. Jak to wszystko się skończyło, wszyscy wiemy, dlatego życzę nam przewidywalnego meczu, w którym pewnie wygra faworyt, media szybko o tym zapomną, a nasz klub wreszcie podniesie się w oczach zarówno nas samych, jak i innych. A Lucas powinien stać z kulami tuż obok Gerrarda podczas ewentualnego odbioru trofeum. Tak, żeby nikt o nim nie zapomniał.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Brak komentarzy



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





