Dziś jest środa, 23 maja 2012 roku
osób przebywających w serwisie: 45
Master; 2012-01-24 01:26:14; THE TIMES

Trudności w ocenie Króla Kenny’ego

A A A

Kenny Dalglish ma płacone za ocenianie graczy Liverpoolu. I zrobił to z potępieniem w weekend. Ale kto będzie osądzał Dalglisha?

Oczywiście sofa w Match of the Day nie jest miejscem, by rozmawiać o całkowicie szczerej krytyce ostatnich problemów Liverpoolu. W studiu programu Dalglish jest ciągle Królem i kiedy mówi, że gracze są winni przegranej z Boltonem przez swoją zaskakującą nieudolność, jego słowo jest traktowane niczym Biblia.

W pomieszczeniach biurowych na Anfield w tym tygodniu oficjele muszą mieć nadzieję, że mogą oprzeć się o słowo ikony, niż zmierzyć się z presją i trudnymi pytaniami o Midasa tracącego swój złoty dotyk.

Fenway Sports Group musi zacząć mieć wątpliwości w sprawie Dalglisha tak, jak właściciel Manchesteru City czy Chelsea musi wydawać więcej miliardów. Albo Andy Carroll musi mieć kolejną szansę do zmarnowania.

Kiedy FSG uczynili Szkota stałym managerem zeszłego lata po udanym okresie zarządzania klubem od stycznia, doskonale wiedzieli, że nie wybierają trenera, lecz ożywiają legendę. Nie zapowiadali gościa w dresie, tylko kogoś, kto ma wielki szacunek u fanów i przyzwoicie wypowiada się w mediach.

Przywiązanie do takiej postaci rodzi swoiste ubezpieczenie od krytyki fanów, czego Dalglish nie doświadczył podczas swojej kariery piłkarskiej oraz pierwszego okresu spędzonego na Anfield jako manager.

Nikt nie może kwestionować prawdziwej miłości the Kop do Dalglisha i vice versa, co było częścią procesu odnowy po burzliwych czasach z Tomem Hicksem i George Gilletem przy sterach. Jednak zwrócenie się do takiego bohatera może spowodować komplikacje. Moc kibicowskich próśb może być trudna do opanowania i FSG, które przekazało stery Dalglishowi, ma powody, by obawiać się gdzie Szkot prowadzi klub.

Sprawa Luisa Suareza pokazała, jak daleko rozpościera się władza managera na Anfield oraz pokazała brak kontroli nad hierarchią. To był naturalny instynkt managera, który chciał obronić swojego gwiazdora, jednak gdzie był członek zarządu, który powinien wymóc rozsądny limit? Gdzie był szef, by rzucić okiem na te śmieszne koszulki i powiedzieć Dalglishowi, by je ściągnąć, zanim zrobi z siebie głupka w telewizji?

To był jeden ze sposobów obrony Suareza, który spowodował utratę reputacji klubu, jednak Dalglish poprowadził klub do tej samobójczej polityki, która skończyła się atakiem na klub ze wszystkich stron, co spowodowało ostre zawieszenie Urugwajczyka na osiem spotkań.

Czy klub, począwszy od Iana Ayre’a, dyrektora zarządzającego do Toma Wernera – prezesa, naprawdę myślał, że to mądre podejście, a jeśli tak, to z perspektywy czasu nie mówi im czegoś innego?

Ta sprawa spowodowała powstanie nowych pytań: jak dokładnie Liverpool jest prowadzony przez Amerykanów. W modelu, który przyjęli, FSG powinien zatrudnić młodego trenera pracującego z Damiene Comollim, dyrektorem sportowym LFC. Zamiast tego zatrudnili Dalglisha, człowieka, który jest po sześćdziesiątce i który nie był ich pierwszym wyborem, lecz wyborem fanów.

Były również inne sprzeczności. Rozmawiano o filozofii Moneyball – ostrożnym rozwoju graczy, a następnie zostały wydane naprawdę spore kwoty pieniędzy.

Właściciele klubu nie są pierwszymi ani ostatnimi, którzy odkryli, że piłka nożna wymaga sporego myślenia, ale biorąc pod uwagę nowy stadion, brak Ligi Mistrzów i słabą formę – to wszystko sugeruje, że Top Four będzie poza naszym zasięgiem w tym sezonie, jeśli dalej będziemy kontynuować rewolucję Dalglisha, niż zwrócenie się w świeżym kierunku.

Zarząd Liverpoolu nie może doczekać się też wprowadzenia Finansowego Fair Play UEFA, aby ograniczyć bogactwa niektórych, co pomoże klubowi piąć się w górę.

To właśnie dlatego te trudne pytania są zadawane: na temat nieporadności Carrolla oraz niepowodzeniach Stewarta Downinga i Jordana Hendersona, co spowodowane jest wydaniem masy pieniędzy na tych zawodników.

Również powinno przedyskutować się sprzedaż Raula Meirelesa do Chelsea, zważywszy na to, że portugalski pomocnik z pewnością grałby o wiele lepiej na miejscu Hendersona, który ciągle potrzebuje czasu, by się zaaklimatyzować.

Dalglish wchodzi teraz w krytyczny moment z dwoma ważnymi meczami w tym tygodniu przeciwko klubom z Manchesteru.

Napięcie było podwyższone już w sobotę, kiedy to manager obwinił nowe nabytki o brak zaangażowania i oskarżył swoją drużynę o zdradę wielkich tradycji Liverpoolu.

To był wybuch, jednak Dalglish może z pewnością przyznać, że nawet Król nie jest wolny od krytyki.

Nigdy nie powinien być, nawet jeśli debata o jego randze przyniesie potencjalne konflikty, które sprawiają, że stare śpiewki o zaletach Rafy Beniteza powodują w Liverpoolu wesoły, ożywczy uśmiech.

Nic więc dziwnego, że Dalglish zaczyna odczuwać, że nie tylko wycieczka na Wembley jest zagrożona.

Matt Dickinson

Zobacz także

Legendy wspierają Liverpool Cup Martinez już w Bostonie? Glen i Jose sprawdzili swoje możliwości plastyczne

Dodaj komentarz


Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Komentarze


Brak komentarzy

Projekt: Bartosz Bunikowski; Kodowanie i podpięcie: QSky.pl Copyright (c) 2009-2012 by LFCPoland.com.
LFCPoland.com na Facebooku