Jak ja uwielbiam czytać pomeczowe komentarze na polskich forach kibiców Liverpoolu. Po prostu taka mieszanka perwersyjnej radości pomieszanej z frustracją na sposób myślenia niektórych ludzi i formy wyrażania ich opinii. Cóż można rzec, póki ACTA nie jest w grze, każdy korzysta z wolnego (jeszcze) Internetu i schowany za swoim monitorem wyraża swoje – nie zawsze mądre – opinie. No ale dosyć o tym, pisałem już o tym wielokrotnie, nie zamierzam się powtarzać, bo uznacie mnie, że już na etapie ćwierćwiecza swojego życia postradałem zmysły i potrzebuję co najmniej trzech litrów lecytyny na wzmocnienie moich zwojów mózgowych.
Tottenham nam nie leży – to fakt. Komentatorzy wczorajszego meczu – czy to na Canal Plus Sport czy na Sky Sports – przypominali o bezwzględnych dla the Reds statystykach: ostatnie mecze LFC ze Spurs kończyły się porażkami. W zeszłym sezonie van der Vaart i Modric zapewnili Kogutom zwycięstwo 2-0 na Anfield, wcześniej wygrywając z nami u siebie 2-1, a na początku tego sezonu na White Hart Lane rozbili nas 4-0. Mordercza statystyka mówi dalej, że ostatnie zwycięstwo the Reds zanotowali w styczniu 2010 roku, czyli dwa lata temu! Jednak wczorajszy mecz pokazał, że w końcu gra drużyny prowadzonej przez Kenny’ego się zazębia. Nie mogę się doczekać, aż ktoś zaraz mi wytknie, że to kolejny, 8 już, remis u siebie, jednak jest to remis z drużyną, która w tym sezonie gra naprawdę dobrze i przy zwariowanych w tym sezonie wynikach, może jeszcze sporo namieszać w czołówce.
Dziwne jest to, że niemal każdy spośród polskiej braci Czerwonych komentujących nie potrafi zauważyć dobrych stron tego meczu. Sickman pisał już o tym wcześniej, ja tylko powtórzę za swoim kolegą z redakcji te plusy: dobra gra w obronie; wykluczenie Bale’a, który na dodatek dał się sprowokować i zarobił żółty kartonik; chaotyczne wybijanie piłki przez defensywę Tottenhamu byleby dalej od własnej bramki. Jedyne, czego nam zabrakło, to tego niewdzięcznego szczęścia, aby wpakować futbolówkę do siatki rywala, ale i z drugiej strony mieliśmy tego szczęścia na tyle, żeby nie przegrać tego meczu. Dlaczego nikt nie chwali Pepe Reiny za wybronienie sytuacji sam na sam, która mogła rozstrzygnąć losy meczu? Ano dlatego, że lepiej jest narzekać i gnoić wszystko po kolei, zamiast ściągnąć klapki z oczu i rozejrzeć się szerzej. Odpowiedzmy sobie na pytanie: dlaczego kibice Tottenhamu, mimo słabszego – nie bójmy się tego powiedzieć – występu Kogutów, chwalą swoich piłkarzy za waleczność, wolę zdobycia choćby tego punktu? Czy to tylko pozycja ligowa generuje takie, a nie inne komentarze, czy może po prostu polska społeczność w większości składa się z odsiewu barcelońskich kibiców sukcesu, którzy chcieliby widzieć same wygrane i to najlepiej już od razu, niczym w Football Managerze?
Zagraliśmy nareszcie bez kompleksów, jak równy z równym i mimo nieznacznej przewagi, jaką osiągnęliśmy, udało się tylko zremisować według ‘hejterów’ i pesymistów. Zatrzymaliśmy ostatnie masowe egzekucje, jakie wykonywał na drużynie z Anfield w ostatnich czasach Tottenham – to dalej za mało. Jednak gdy tylko wiatr odnowy zawieje w sobotę i być może wygramy z Man United, będzie można wyczytać wszędzie, jaki to Liverpool nie jest wspaniały, a Andy z Luisem to najlepszy duet snajperski na świecie. Zostawmy jednak te gdybania na później, a teraz cieszmy się z tego, że drużyna gra konsekwentnie i potrafi oprzeć się w końcu swoim katom. Oby to poprawiło się również w meczach ze średniakami, ale jak już pisałem wcześniej, na wszystko przyjdzie czas.
A wszystkim pesymistom i narzekaczom sugeruję zrzucenie winy za wczorajszą remisową porażkę na kota. Ten przynajmniej nie będzie się tym przejmował. Miał swoje pięć minut i trafił na łamy Liverpool ECHO. Reszta go nie obchodzi.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Macgie29; 07.02.2012; 17:37
Cóż. Jestem zadowolony z gry naszej drużyny. Muszę przyznać, że była miła dla oka, szybka, dynamiczna. Gorzej już było z solidnym kopnięciem między dwa słupki. Jestem zadowolony, ale po prostu liczyłem na więcej, jak zapewne każdy kibic LFC. :)
P.S. Ale i tak kotek był najlepszy :)
General27; 07.02.2012; 16:54
Master czekamy na następne wpisy lfc9:]
Master; 07.02.2012; 16:43
@Sickman: AMEN! Ciekaw jestem, czy hejtunie też to zrozumieją? :P
Sickman; 07.02.2012; 16:25
Dalglish nie jest doskonały, czy nam się to podoba czy nie. Zostanie rozliczony po sezonie, czy nam się to podoba czy nie. Na razie mamy to co mamy i trzeba się cieszyć z małych sukcesów. Taki to już niestety czarno-biały sezon, nie ma co się już spinać, bo na to za późno. Po prostu oglądajmy te mecze i tyle.
Baca101; 07.02.2012; 16:08
@Master_LFC ja też :D Świetny artykuł, mam nadzieje, że coś zdziała bo niektóre komentarze wczoraj rozśmieszyły mnie bardziej niż nie jeden kabaret.
Master; 07.02.2012; 15:43
Zapraszamy do złożenia aplikacji na następnego managera, albo chociaż wzięcia pod swoje skrzydła jakiegoś klubiku, ciekaw jestem, co Ty byś wtedy osiągnął ;)
uwielbiam takich hejterów :D
Art; 07.02.2012; 14:16
Ja na szczęście nie mam typowo polskiego myślenia bo jestem ze Śląska :)
Master; 07.02.2012; 13:55
@Liverpoolczyk1994: czyżbyś był wróżką przepowiadającą przyszłość, że już znasz dokładny wynik? Zapraszam do typowania, może wygrasz koszulkę klubu, w który tak nie wierzysz...
Gdzie byłeś, jak LFC wygrał z MU w FA Cup? bo jakoś nie widziałem Twoich komentarzy. Do końca ligi jeszcze dużo czasu, wszystko się może zdarzyć. Żałosny jest niestety Twój tok myślenia, bo potrafisz tylko krytykować, a pochwał u Ciebie nie widać ani trochę. Typowo polskie podejście, gratuluję...
Master; 07.02.2012; 13:33
oj Art zdziwiłbyś się i to bardzo. Bardzo wnikliwie to przeanalizowałem i niestety aż tacy hipokryci są właśnie między nami. Plus dużo jeszcze osób, które tylko są od krytykowania, a jak idzie dobrze, to siedzą zamknięci w swoich dziuplach :P
Art; 07.02.2012; 13:11
@Sickman
Właśnie, podobnie napisałem tutaj: http://lfcpoland.com/news/Tylko-bezbramkowy-remis-ze-Spurs-9067
Nie można równoważyć remisu Tottenhamem czy też ze Stoke
JAJO_LFC; 07.02.2012; 13:10
Pamiętam jak rok temu wygraliśmy z Wolves 0:3 i zachwycaliśmy się, że wraca stare dobre pass and move - co się z tym stało ?
Art; 07.02.2012; 13:09
Masz sporo racji Master! Ale zauważ, że nie Ci sami użytkownicy gnoją Kenny'ego w niedzielę, a w kolejną wychwalają całe Anfield... aż takich hipokrytów chyba nie ma wśród polskich "fanów" The Reds. Tacy znaleźliby się na forach ManU czy Barcelony ale chcę wierzyć, że nie ma tak u nas.
Master; 07.02.2012; 13:05
Sickman, chyba nie chcesz pójść śladami MU i zakontraktować sędziego pokroju Howarda W.? :P
Sickman; 07.02.2012; 12:56
Świetnie napisane. Sam niedawno dąłem w trąby wśród niezadowolonych kibiców, ale czym innym jest się wściec za remis z, dajmy na to, Wigan, czy lanie od Boltonu, a czym innym jest smęcić na remis ze Spurs. Ekipa się powooooli ogrywa, brakuje nam po prostu 12-tego zawodnika gdzieś tam w samym środeczku ;)
JAJO_LFC; 07.02.2012; 12:52
Moim zdaniem to jest wina taktyki, niestety Gerrard już nie dominuje tak środka jak kiedyś a reszta mu w tym za bardzo nie pomaga. Ciekawi mnie to czemu piłkarze LFC prawie nigdy nie szukają prostopadłych podań, przecież to najłatwiejszy sposób na stworzenie zagrożenia pod bramką przeciwnika



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





