Dziś jest środa, 22 lutego 2012 roku
osób przebywających w serwisie: 66
Master; 2012-01-27 21:59:26; własne

Sound of the Anfield Ground: Zgotujmy im kocioł!

A A A

Doskonale pamiętam początek roku 2011 i wiadomość, jaką otrzymałem od polskiego Fan Klubu Liverpool FC, w której poinformowano mnie, że wybieram się najpierw na derby z Evertonem, a następnie w marcu zobaczę spotkanie z Manchesterem United na Anfield. Poza wiadomością z początku miesiąca, że stery po Royu Hodgsonie przejął niejaki Kenny D., była to informacja, która dosłownie wyrzuciła mnie z butów. Taka kibicowska wygrana szóstki w totka.

Nie zapomnę obu spotkań, które były dla mnie niesamowitym doświadczeniem i mogłem wrzucić sobie wspomnienia z tych spotkań do szufladki „Spełnione marzenia”, jednak chciałem tu nawiązać do tego jednego, konkretnego wydarzenia: jutrzejszego spotkania z Czerwonymi Diabłami.

To, ile w klubie zmieniło się na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy, nie trzeba przypominać żadnemu kibicowi the Reds, podobnie jak pierwszego spotkania pod wodzą Dalglisha w trzeciej rundzie FA Cup 2011. Tak, macie rację, było to spotkanie z ekipą sir Alexa Fergusona na Old Trafford (lub Old Toilet – chętnie używanym frazesem na Merseyside) i mimo porażki, którą po części załatwił nam ‘gwiazdor’ tego spotkania, czyli główny arbiter Howard Webb, to w pamięci utkwiło mi to, co działo się na obiekcie MU, czyli niesamowita dominacja kibiców Liverpoolu na stadionie rywala, gdzie kibice gospodarzy urządzali sobie piknik, a w przerwie między kolejnymi kęsami spożywanego jedzenia, wyżywali się na liverpoolczykach, zapominając o dopingu swojej drużyny (więcej o tym opowiedział Wam liverpolish w swoim debiutanckim felietonie).

Właśnie ta atmosfera w sektorze gości; coś, z czego słyną kibice the Reds zapadła mi niesamowicie w pamięci. Nieustanny doping przed, w trakcie i po meczu został potwierdzony nie tylko w zeszłorocznym spotkaniu w Manchesterze, ale również w meczach ligowych rozegranych na Anfield w 2011 roku. Marcowe rozbicie United, w którym miałem przyjemność brać udział utwierdziło tylko naszą reputację najlepszych kibiców w Anglii. Nieustanny doping pomógł Czerwonym wtedy rozgromić rywala 3-1, a ja wychodziłem z the Kop ze zdartym gardłem i na gumowych nogach, dosłownie padałem ze zmęczenia, jednocześnie będąc dumnym z tego, że mój debiut w spotkaniu takiej rangi okazał się udany. Niewątpliwie to samo odczuwali też kibice, którzy zjawili się na spotkaniu z MU w październiku i, mimo remisu 1-1, mogli być zadowoleni ze stworzonej atmosfery.

I to właśnie ta atmosfera, w mojej opinii, będzie kluczowa w jutrzejszym spotkaniu. Owszem, zgodzę się, atmosfera nie gra na murawie, o wyniku zadecydują umiejętności piłkarzy, jednak Anfield jest naszym sporym plusem w spotkaniu czwartej rundy FA Cup. Kenny Dalglish wypowiadał się już wielokrotnie o tym, jak ważną rolę odgrywają fani the Reds. W podobnym tonie na przestrzeni lat mówią piłkarze, zarówno ci grający w barwach Liverpoolu, jak i ci z przeciwników potrafiący docenić starania naszych kibiców. Gest Joe Harta po ostatnim gwizdku środowego meczu, po którym to bramkarz City odwrócił się do the Kop i podziękował brawami za doping, mówi sam za siebie.

Również dzisiejsza wypowiedź Stewarta Downinga dowodzi, że doping naszych fanów potrafi zdziałać cuda. Angielski skrzydłowy mówił dzisiaj, że ostatnie 15 minut środowego meczu było naprawdę ciężkie i to właśnie fantastyczna wrzawa kibiców dodała wszystkim Czerwonym jakże potrzebnego zastrzyku adrenaliny, by dograć mecz do końca z korzystnym wynikiem. Miejmy tylko nadzieję, że po tej środowej nocy nowe nabytki uwierzą w siebie i wzniosą się na wyżyny swoich umiejętności. Mocny kopniak motywujący w postaci awansu do finału Carling Cup powinien w końcu uświadomić im, dlaczego warto się starać i uwolnić wysokie umiejętności drzemiące w niektórych graczach.

Jeśli chodzi o formę naszych grajków, to nie obawiam się niczego. W meczach z rywalami pokroju Manchesteru United wypadamy naprawdę nieźle, co pokazaliśmy we wspomnianych przeze mnie meczach na Anfield czy ciągle wałkowanym przeze mnie spotkaniu z Obywatelami z błękitnej części miasta skąd pochodzi Oasis. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że sir Alex ma wielki problem ze składem, który został zmasakrowany przez kontuzje (urazy wykluczają z gry Nemanję Vidicia i Darrena Fletchera, niepewny jest występ Rooneya, Andersona, Ashleya Younga, Toma Cleverleya, Michaela Owena oraz Rio Ferdinanda) oraz wciąż świeżą sprawę między Luisem Suarezem, a Patrice Evrą, to wyjdzie nam wynik dający iście ogniste styczniowe sobotnie popołudnie na L4.

Patrice Evra i jego kompani z MU powinni poszperać w Internecie i znaleźć znaczenie określenia kocioł bałkański, gdyż mogą spodziewać się tego również na Anfield. Zarówno kibice, jak i piłkarze Man United powinni być przygotowani na jutrzejsze piekło ze strony fanów Liverpoolu. Czas po raz kolejny pokazać, że doping z the Kop to wciąż nasza mocna broń, która niczym wiatr niosący polską husarię do zwycięstw, tak ona poniesie naszych piłkarzy do kolejnej rundy FA Cup. Niech głośny i przede wszystkim kulturalny doping ponownie będzie naszym atutem powodującym, że w tunelu na Anfield już na starcie naszym przeciwnikom zmiękną wszelkie kończyny, czego Wam i sobie życzę!

Zobacz także

Co nas łączy z Cardiff? Część 2 Texeira: Jeszcze za wcześnie Comolli: Wygrana byłaby niesamowita

Dodaj komentarz


Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Komentarze

Mati; 27.01.2012; 22:58
YEAAAAH!!!!!!!!! lets kick them!!! GO GO THE REDS!!!

Projekt: Bartosz Bunikowski; Kodowanie i podpięcie: QSky.pl Copyright (c) 2009-2012 by LFCPoland.com.
LFCPoland.com na Facebooku