Wielokrotnie podczas gry w piłkę, czy to podczas mojej krótkiej kariery piłkarskiej czy z chłopakami na orlikach, zdarzało mi się mieć niesamowite parady, które chroniły mój zespół przed utratą gola. Niekiedy były to pojedyncze wypadki, które nie miały tak naprawdę znaczenia na wynik meczu, lecz zdarzały się też i takie momenty, gdzie broniłem, jak w transie wyciągając niesamowite piłki i ratując korzystny wynik mojej drużynie, co doprowadzało napastników drużyny przeciwnej do szewskiej pasji i obrzucania mnie wiązankami niekoniecznie ładnych słów za udane interwencje.
Dokładnie taką samą frustrację i chęć rzucania mięsem na lewo i prawo, jak napastnicy moich przeciwników, odczuwam oglądając kolejne spotkania Liverpoolu, w którym to zawodnicy the Reds, mimo wielu prób, nie potrafią zdobyć bramki, a bramkarze naszych rywali na Anfield zaliczają najlepsze występy w swoich karierach. Chyba nikomu nie trzeba przypominać tego, co wyprawiał we wczorajszym spotkaniu golkiper Blackburn Mark Bunn. Niesamowita parada, jaką wykonał Anglik w 95 minucie meczu broniąc strzał Andy Carrolla, śmiało może zostać okrzyknięta paradę sezonu. W podobnym transie na Anfield bronił przecież Joe Hart, po raz kolejny udowadniając wszystkim niedowiarkom, że reprezentacja Anglii po wielu latach oczekiwań oraz eksperymentów z różnymi ‘nadziejami’ pokroju Scotta Carsona czy Chrisa Kirklanda nareszcie ma pewnego i solidnego człowieka między słupkami. Nie zapominajmy też o Johnie Ruddym z Norwich, który również uratował punkt swojej drużynie na Anfield dopuszczając się kilku interwencji z pogranicza magii i lewitowania.
Jednak to nie niesamowita forma bramkarzy jest naszym problemem. Każdego da się pokonać, trzeba tylko mieć odpowiednie do tego chęci i umiejętności. A z tego, jak pod bramką zachowują się nasi piłkarze, można łatwo wywnioskować, że gdzieś w głowach zapomnieli, co to znaczy wykańczanie wykreowanych sytuacji. Można wiele gdybać nad zmarnowanymi sytuacjami Suareza, Carrolla czy Downinga i zastanawiać się nad tym, ile by to Liverpool nie wygrał, jednak wyniku rozegranego meczu już nie da się zmienić. Jedyne co można zrobić, to dalej ciężko pracować według dzisiejszych porannych słów Daniela Aggera. Ciężka praca ciężką pracą, lecz gdy kreuje się 27 sytuacji bramkowych, to przynajmniej te dwie lub trzy powinno się wykorzystać. W piłce nożnej niestety nie przyznaje się punktów za efektowną i ładną grę. To nie łyżwiarstwo figurowe.
Jeśli Liverpool nie poprawi swojej skuteczności w jak najszybszym czasie, to aby wygrać mecz, jedynym rozwiązaniem będzie pozbycie się z piłki nożnej bramkarzy lub choć przynajmniej możliwość ich wycofywania niczym w hokeju na lodzie. Chociaż znając nasze szczęście do obijania słupków i poprzeczek oraz tego, że forma naszego najdroższego nabytku, w obliczu zawieszenia Luisa Suareza, nie zachwyca, być może na Anfield najlepszym wyjściem będzie postawienie bramek do rugby. Przynajmniej wtedy będziemy mieli większą pewność, że w Liverpoolu w końcu zaczną pojawiać się jakieś większe ilości punktów niż jeden.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Domino; 27.12.2011; 15:30
problem jest taki że kandydaci do majstra mają min. 2 klasowych strzelców jak nie lepiej. A my? Suarez i nic. Przydałby się Lewy i Soldado a Carroll na wypożycznie
LIVERPOOL9; 27.12.2011; 15:09
Po prostu Manchestery mają napastnika my nie i dlatego jest nasza nie moc strzelecka. Jeżeli taki zawodnik jak Carroll strzela w bramkarza z 3 metra , albo ma na lewą nogę niby lepszą, a próbuje z prawej to coś jest nie tak. Bramkarze mają dzień życia w meczu z Liverpoolem dlatego że my nie potrafimy strzelić bramki, bo nie mamy klasowego NAPASTNIKA, tak jak kiedyś był Torres np. w pierwszym sezonie gry w Liverpoolu. Luis jest dobry do kreowania akcji wyłożenia piłki, ale nie jest rasowym napastnikiem to musi się zmienić, jeżeli chcemy walczyć o LM.
Master; 27.12.2011; 13:58
Co Wy w tym Carrollu tyle widziecie? Bo owszem, byłem za nim, broniłem go i miałem do niego sporo cierpliwości, ale wczorajszym występem (i kilkoma wcześniejszymi) potwierdził, że strzelać to co najwyżej na Fifie umie. Takie sytuacje z odpowiednio pięciu i trzech metrów powinno się ładować z zamkniętymi oczami, tymczasem nasz Andy plasował piłkę po ziemi, niczym uderzenie w golfie z bliskiej odległości lekko, byle trafić w dziurkę... A tak poza tym, to lubię chłopaka :)
Karol; 27.12.2011; 13:46
A ja pokładam wielkie nadzieję w Carrollu i wierzę, że uda mu się godnie zastąpić Suareza. Angielski duet Gerrard-Carroll da radę.
gall; 27.12.2011; 13:36
Odczep się od Carrolla! Z resztą tekstu się zgadzam.;)
Kuba; 27.12.2011; 13:23
Dokładnie... to nie łyżwiarstwo figurowe... Tu trzeba grać ostro, chamsko i brzydko, ale strzelać bramki, a nie bawić się w klepanie na środku boiska, czy nawet pod bramką rywala...
Marilyn; 27.12.2011; 13:11
zgadzam sie ze bramkarze nie sa naszym problemem... Bo jakos Manchestery nie maja problemow zeby wlozyc 5 bramek druzynom z ktorymi my zaledwie remisujemy.... A liverpool (mimo iz czytajac wypowiedzi niektorych mozna tego nie zauwazyc) jest czolowa angielska druzyna i zawsze powinien liczyc sie w walce o mistrzostwo a nie zadowalac mozliwym awansem do TOP 4.... A dla tych co mowia ze ladnie nasi graja, owszem maja przeblyski jednak to jest zupelnie inny poziom od manchesterow... A wracajac do bramkarzy to w meczu z man city tez nas pepe uratowal kiedy silva wszedl w pole karne (85 minuta okolo) a wczoraj chyba Dunn strasznie zawalil bo tez pod koniec meczu jakos byli we 2 na skrtela i reine i zamiast podac zylowal i pepe go wyczul....



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





