Dziś jest środa, 23 maja 2012 roku
osób przebywających w serwisie: 55
Master; 2011-12-27 17:26:21; własne

Sound of the Anfield Ground: Wiara, Nadzieja, Miłość

A A A

Któż z nas w pięknym kraju zwanym Polską nie zna powyższych trzech cnót boskich tak wpajanych nam w dzieciństwie w ramach katolickiego wychowania przez naszych dziadków, babcie i rodziców? Z pewnością każdy choć raz też słyszał o tym, by iść z nadzieją w sercu, a na pewno wiedzą to doskonale fani osiemnastokrotnego mistrza Anglii, jakim jest właśnie nasz ukochany klub Liverpool FC.

Nadzieja… Wielu z nas rok temu o tej porze traciło ją, patrząc na to, co z naszym klubem wyczynia Roy Hodgson staczając go z i tak już niestabilnej pozycji do poziomu ligowego średniaka, jakim niewątpliwie dobrze mu się zarządzało (któż nie pamięta jego sukcesów w Fulham czy obecnych wyników z West Brom). Nadzieja na lepsze jutro bladła z dnia na dzień i tylko Wiara w cud mogła jeszcze uratować Liverpool.

Cud nastał w styczniu. Dokładnie 8 stycznia stery po wyrzuconym z pokładu Hodgsonie przejął Kenny Dalglish – legenda klubu, która w w czerwonej części Miasta Beatlesów ma status kultowy i jest obdarzana wielką Miłością przez każdego, kto wie o LFC nieco więcej niż tylko to, że grał tam kiedyś Jurek Dudek i wygrał z nim Ligę Mistrzów.

Co było dalej, wie już każdy. Pisałem już o tym całkiem niedawno i nie zamierzam się powtarzać (poprzedni felieton na temat pracy Dalglisha znajdziecie TUTAJ). Chciałem natomiast tylko podkreślić pewien aspekt. Każdy kibic ma prawo do narzekania, jednak to, co ostatnio można wyczytać na różnych forach, grupach czy chociażby komentarzach pod newsami, zakrawa na kpinę. Mam wrażenie, że kibicowi, choćby nie wiadomo jak mądre i bijące po oczach argumenty nie podłożył, to i tak mu się nie dogodzi.

Zacznijmy od ostatnich wyników. Tak, wiem, że nie są one zbyt dobre, jednak na początku sezonu nikt nie obiecywał gruszek na wierzbie w postaci zdobytego już w grudniu mistrzostwa Anglii wraz z FA Cup i na dokładkę Carling Cup oraz wysokiego pokonania Manchesteru United tak co najmniej 4-0. Wręcz przeciwnie, mogliśmy usłyszeć, zarówno z ust Dalglisha, jak i piłkarzy oraz zarządu, że celem Liverpoolu na ten sezon jest wywalczenie sobie miejsca dającego możliwość gry w Lidze Mistrzów. I wierzcie mi lub nie, ale nikt nie powiedział, że w grudniu dostaniemy to za frajer i zostanie tak już do maja.

Można się frustrować remisami z Norwich, Swansea i Blackburn, narzekać na to, jak Andy Carroll wespół z Luisem Suarezem zmarnowali dwa tysiące sytuacji w ciągu dwudziestu minut gry, jednak nie zapominajmy, że sukces rodzi się w bólach. I mimo że tego bólu w naszych sercach już sporo, to nie możemy oczekiwać cudów już teraz po niecałym roku pracy Kenny’ego Dalglisha na stanowisku managera Liverpoolu. Spójrzmy na przykład Man City. Minęło już ponad dwa lata (dokładnie 27 miesięcy), odkąd szejk Mansour wpakował w klub z błękitnej części Manchesteru kupę funtów zabawiając się tym samym w realnego Football Managera i co mu z tego przyszło? Man City nie zdobyło jeszcze do tej pory żadnego znaczącego pucharu, a zlepek gwiazd w tym momencie zaczyna powoli mieć kłopoty w utrzymaniu się na szczycie tabeli.

Nie da się zbudować drużyny w kilka dni, na to potrzeba czasu, aby wszyscy zawodnicy poznali wzajemnie swój styl gry. Większość zawodników z obecnego składu Liverpoolu jest tu rok lub krócej, jednak już widać po stylu gry, że właśnie owa gra poprawiła się diametralnie. Poza meczami z Tottenhamem i Swansea, w każdym pozostałym graliśmy o niebo lepiej nawet od Chelsea czy Arsenalu. Jedynym naszym problemem w tej chwili jest skuteczność, którą da się poprawić, ale nie można liczyć na cuda. To długotrwały proces, który może potrwać nawet i do końca tego sezonu.

Bo dla nas limit cudów skończył się w Stambule i Cardiff. Od tamtej pory na Liverpool spadło wiele kłopotów, a błędy nie tylko Beniteza i Hodgsona, ale również te wynikające z podłego zarządzania klubem przez duet Hicks&Gillett wymagają dużej cierpliwości, aby je naprawić. Podobnie jak z zepsutym samochodem oddanym do mechanika, nie da się zdiagnozować problemu i usunąć go za pomocą pstryknięcia palcami. W przypadku poważnej usterki będziesz musiał zostawić swoje cacko na co najmniej kilkanaście dni, aby potem znów szalało po drogach, jak dawniej.

W styczniu Dalglishowi stuknie okrągły roczek odkąd wrócił na stanowisko managera Liverpoolu. I mimo że za pierwszym razem swojego romansu z ławką trenerską Liverpoolu udało mu się odrobić ośmiopunktową stratę do Evertonu, wygrywając 11 z ostatnich 12 spotkań w lidze i zgarniając mistrzowski tytuł, tak teraz zadanie jest o wiele trudniejsze. Nie zapominajmy, że futbol wyewoluował do przodu w niesamowitym tempie, a w walce o Top Four nie liczy się 4 czy 5 drużyn, jak jeszcze kilka lat temu, lecz nawet osiem. Liga stała się bardzo wyrównana i teraz każdy może wygrać z każdym. Dlatego uważam, że jakiekolwiek ocenianie pracy Dalglisha, a przede wszystkim zwalnianie go w tej chwili jest w zupełności pozbawione sensu. Nie zamierzam ponownie przywoływać początków pracy Fergusona w Man United, bo to mija się z celem, jednak polecam wszystkim krytykantom wrzucenie na luz i odczekanie do końca sezonu.

Może i uznacie, że mam fetysz Dalglisha i kocham go bezgraniczną miłością. Może coś w tym jest, jednak ta właśnie Miłość nie wzięła się z byle czego. Ma mocne fundamenty tak, jak powinna to mieć mocna drużyna. A pod skrzydłami Dalglisha widać, że te fundamenty zostały już postawione. Zajmie jeszcze trochę czasu, zanim zostanie zbudowana twierdza, jednak musimy uzbroić się w cierpliwość, bo to w końcu nam się odpłaci. Pamiętajmy, że Top4 jest ciągle w naszym zasięgu, jest dopiero połowa sezonu, a za kilka dni ruszy okienko transferowe, które pomoże nam nasze fundamenty umocnić.

Można krytykować Dalglisha za niektóre jego decyzje (sam nie raz to wszak robiłem), nikt nie jest przecież idealny, jednak Kenny ma do Liverpoolu plany długoterminowe, a nam nie pozostaje nam nic innego, jak dać mu spokojnie pracować przynajmniej do końca sezonu. Wciąż mamy szanse na wygranie Carling Cup, w FA Cup losowanie było dla nas szczęśliwe, zatem nie mamy nic do stracenia, jak tylko wytrwać w Wierze, Nadziei i Miłości do klubu, który adorujemy, że, pomimo upadków z Fulham czy Blackburn, uda nam się zaznaczyć swoją obecność i osiągnąć cel, jakim jest powrót do Ligi Mistrzów.

Ja w to wciąż wierzę, a Wy?

Zobacz także

Legendy wspierają Liverpool Cup Martinez już w Bostonie? Glen i Jose sprawdzili swoje możliwości plastyczne

Dodaj komentarz


Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Komentarze

Master; 29.12.2011; 14:07
Powtarzałem to i będę powtarzał: cierpliwość jest tym, co potrzebujemy najbardziej. Z osądami poczekajmy do końca sezonu i wtedy będziemy się zastanawiać nad zmianą bądź nie trenera. Nie mamy ostatniego miejsca w lidze, każdy zarówno z zarządu, jak i z zawodników nie obiecywał niczego nierealnego, więc w czym niektórzy mają problem, to nie wiem. No ale nigdy każdemu nie dogodzisz.

tomek92; 29.12.2011; 13:49
W pełni się z Tobą zgadzam Master. Czytając komentarze niektórych ludzi a szczególnie jednego (jak sam powiedziałeś) "malkontenta" to krew zalewa. Nie wiadomo nawet czy śmiać się czy denerwować, na takich "kibiców".
Wystarczy popatrzeć na to w jakiej sytuacji jest teraz klub a w jakiej był dokładnie rok temu... Widoczna jest praca włożona w tą drużynę przez Kennego, widoczny jest progres u zawodników. Można powiedzieć, że fundamenty zostały solidnie zrobione, ale nie można od razu zbudować domu. Niektórym wydaję się, że jedynym lekiem na ostatnie wyniki jest zmiana trenera. Moim zdaniem większej głupoty zrobić się nie da. Zmiana trenera, nawet na kogoś z bogatym CV, nie jest żadną, ale to żadną gwarancją, że wyniki nagle poprawią się.
Kennego będzie można oceniać po sezonie a nie w trakcie. Możliwe jest iż z nowym rokiem LFC poprawi skuteczność i co wtedy? Drużyna będzie wygrywała mecze a wtedy będę ciekawy wypowiedzi ludzi, którzy chcieli rychłej zmiany szkoleniowca. Poczekajmy do końca sezonu, bądźmy cierpliwi...

MateuszLFC; 28.12.2011; 01:51
No niestety, niektórzy piszą aby wypieprzyć 2-3 zawodników za nich kupić np 2 zawodników itd. ale to jest prawdziwe życie tutaj każdy zawodnik ma uczucia, nie grają liczby, każdy zawodnik niespodziewanie może mieć taki progres rozwoju swojego talentu, że nagle staje się klasowym graczem. I zazwyczaj jak pada pytanie kogo kupić to padają nazwiska które w FM'ie powinniśmy kupić.

Master; 27.12.2011; 18:22
Otóż to, dlatego z malkontentów chcących wypieprzyć już Dalglisha mogę się tylko śmiać. Czytając takie komentarze mam wrażenie, że niektórym Football Manager przeżarł mózgi. Na szczęście to nie my o tym decydujemy, kto ma zostać, a kto wyleci.

Karol; 27.12.2011; 18:18
Masterku, święta racja. Ciągłymi zmianami nic nie wskóramy, możemy tylko pogorszyć sprawę, wystarczyła tylko jedna rewolucja, a miała ona miejsce w roku 2011 :)

Master; 27.12.2011; 18:03
byleby ta wiara została po kolejnym remisie czy porażce, moi drodzy :)

JaśkuLFC; 27.12.2011; 17:53
Jest Arsenal 1-1 Wolves !!!
Wiara:-)

Projekt: Bartosz Bunikowski; Kodowanie i podpięcie: QSky.pl Copyright (c) 2009-2012 by LFCPoland.com.
LFCPoland.com na Facebooku