Wielokrotnie zastanawiałem się, dlaczego osoba, która steruje naszym życiem, wybiera zawsze najmniej odpowiedni moment na odebranie komuś światła dnia codziennego oraz dlaczego wybór ten zawsze pada na niewinne małe dziecko. Dziecko pełne radości, które mimo ciężkiej choroby wykazuje ogromną wolę istnienia, walkę o szczęście każdego przeżytego dnia.
Ten los dotknął Brada Jonesa i jego rodzinę. Pięcioletni Luca, syn naszego australijskiego bramkarza, zmarł w sobotę 19 listopada 2011 roku po długiej walce z białaczką. Wiadomość o śmierci potomka Brada spadła na wszystkich, jak grom z jasnego nieba, niespodziewanie, szokując nas wszystkich. Bo choć nie znamy Brada Jonesa osobiście, to wszystkich nas łączy przywiązanie do jednego herbu, do tej jednej drużyny, która trzyma nas razem niczym rodzina. Nie bez powodu przecież nazywamy się Czerwonymi Braćmi i Siostrami, prawda?
Jednak to nie jest najważniejsze w tym momencie, bo dla Brada, jako rodzica, jest to prawdziwa tragedia. Pamiętam, jak w zeszłym miesiącu oficjalna strona klubu opublikowała wywiad, w którym to Australijczyk wraz ze swoją partnerką opowiadał o walce, jaką musiał stoczyć Luca. Oglądając to, miałem łzy w oczach, kiedy słuchałem, jak Brad z uczuciem i rodzicielską miłością opowiada o codziennej batalii swojego syna o przeżycie z uśmiechem kolejnych 24 godzin. Niestety, nie udało się… Bardzo współczuję Bradowi, z własnego rodzicielskiego doświadczenia wiem, jak to boli, choć nasze historie sporo się różnią. Luca miał już pięć lat i ta strata jest nieporównywalnie większa. Jednak choćby po wpisach na Twitterze oraz komentarzach na stronach poświęconych Liverpoolowi, Brad i jego rodzina wie, że mają ogromne wsparcie całej Czerwonej familii.
Piłka nożna w obliczu takiej tragedii schodzi na dalszy plan. Nawet szlagierowy pojedynek z Chelsea nie wzbudza już we mnie tych samych emocji, co chociażby 24 godziny temu. Teraz wszystkimi myślami jestem przy Bradzie i jego rodzinie. Miejmy nadzieję, że nasi zawodnicy zagrają jutro dla naszego australijskiego bramkarza z czarnymi opaskami na ramionach i wywiozą dla Luci korzystny wynik z Londynu.
Ku pamięci małego Aniołka. Luca, nigdy nie będziesz szedł sam…
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Kurczi1996; 20.11.2011; 11:46
Straszne, brak słów, trzymaj się BRAD YNWA LUCA!!!
magdzia; 20.11.2011; 08:05
Nie mogę się pogodzić z ta tragedią, miesiąc temu newsa o tym wywiadzie pisałam i to do mnie nie dochodzi... Trudno opanować łzy, jeszcze raz YNWA Luca!



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





