Dziś jest środa, 23 maja 2012 roku
osób przebywających w serwisie: 59
Master; 2011-10-24 22:43:02; własne

Sound of the Anfield Ground: Gwałt na pewności siebie

A A A

Ostatnia kolejka Premier League zaskoczyła wszystkich kibiców jednej z najlepszych lig na świecie. Bo przecież kto by się spodziewał porażek drużyn, które pretendują do tytułu mistrzowskiego i to tak niespodziewanych. O ile jeszcze Chelsea Londyn może po części obwiniać za swoją porażkę sędziego z Merseyside, Chrisa Foya (przecież czerwone kartki dla Boswingi i Drogby się nie należały, przecież nie grali brutalnie, poza tym arbiter pochodzi z okolic Liverpoolu, więc można go nienawidzić), to jednak z beniaminkiem nie powinno się przegrywać. Jednak ta porażka to o wiele mniejsze zaskoczenie niż to, co stało się na Old Trafford.

W niedzielę odbyły się tam derby Manchesteru. O ile w poprzednich latach to spotkanie nie elektryzowało aż tak bardzo całej Anglii (dość powiedzieć, że pojedynek drużyny Czerwonych Diabłów z Liverpoolem był przez kibiców uważany za większy szlagier niż potyczka z City ze względu na ilość trofeów zdobytych przez oba kluby), tak wczorajszy pojedynek, to starcie wicelidera z liderem ligi mocno aspirującym do osiągnięcia końcowego sukcesu. I to właśnie maszynka stworzona przez szejków jest aktualnie tym liderem, a nie ostatni zdobywca 19 w swojej historii tytułu mistrzowskiego, Manchester United.

Sir Alex Ferguson przed meczem wypowiadał się w stonowanym tonie, że nie obawia się derbowego spotkania. O ile jeszcze przez pierwsze 20 minut meczu należało do podopiecznych utytułowanego Szkota, tak później wystrzałowy koncert dali piłkarze Man City. Wystrzałowy dosłownie, ponieważ rozpoczął go Mario Balotelli, który dwa dni przed arcyważnym spotkaniem we własnym domu urządził sobie istną kanonadę, odpalając wraz z przyjaciółmi fajerwerki z okna w łazience. Pech chciał, że w ognistej zabawie wzięły udział ręczniki w łazience Włocha, które rozpętały niemały pożar.

Na szczęście dla problematycznego zawodnika oraz kibiców The Citizens ognista forma przeniosła się również na boisko. Balottelii najpierw w 20 minucie pokonał Davida De Geę, a po przerwie, grający w przewadze po słusznej czerwonej kartce na początku drugiej połowy dla Jonny’ego Evansa, goście kontynuowali swój bezlitosny gwałt na piłkarzach i kibicach Manchesteru United. Marco Balotelli w 60 minucie zapisał na swoim koncie drugie trafienie, wcześniej biorąc udział w akcji, która zakończyła się wspomnianym wyrzuceniem z boiska Evansa.

Dziewięć minut później było już 3:0 dla Citizens, a niektórzy kibice United pokazali, jak bardzo szanują swój klub, opuszczając stadion. Po raz kolejny z bliskiej odległości został pokonany David De Gea, a strzelcem okazał się Sergio Aguero. Przy wykreowaniu akcji zakończonej bramką brał udział nie kto inny, jak będący nie do zatrzymania Włoch, Mario Balotelli.

United zdołało odpowiedzieć tylko raz przepięknym uderzeniem Darrena Fletchera. To był tylko jednorazowy wyskok uwięzionej w własnej nieporadności siebie drużynie Manchesteru United. A piłkarze Man City nie zamierzali poprzestać na tym wyniku i kontynuowali morderczy gwałt na pewności siebie obecnego mistrza Anglii.

Dzieła zniszczenia w ostatnich minutach spotkania dopełnili na spółkę David Silva i strzelec dwóch bramek, rezerwowy Edin Dzeko. Obaj zawodnicy pokazali dobitnie całemu piłkarskiemu światu, że David De Gea nie jest tak fantastycznym bramkarzem, na jakiego wykreowano go w lidze hiszpańskiej. Pokonanie go w sytuacji sam na sam jest wyjątkowo łatwe, a minięcie się z piłką przy straconej czwartej bramce pokazuje, że młody Hiszpan nie jest tak pewną stroną drużyny Fergusona jak Edwin van der Sar czy legendarny Peter Schmeichel.

Specjaliści od angielskiego futbolu z całego świata zgodnie twierdzą, że ten mecz może zadecydować o mistrzostwie w tym sezonie. City dobitnie pokazało, że nie jest już drużyną do bicia i wyrasta na poważnego kandydata do walki o mistrzostwo.  Zresztą zdobyte 25 punktów na 27 możliwych do tej pory mówi samo za siebie.

A United? Z pewnością się podniesie, kwestia tylko, kiedy. Tak dotkliwa porażka w derbach (pierwsza od 1926 roku u siebie) zostanie w umysłach graczy i trenerów na długo. Sam Sir Alex wypowiadał się, że nie potrafił przypomnieć sobie tak dotkliwej porażki w całej swojej karierze piłkarskiej, zarówno jako trener jak i zawodnik. Drużyna United w tym momencie jest wyszydzana w całej Anglii jeszcze bardziej, niż Arsenal Londyn, który przegrał przecież na Old Trafford 8:2.

W tym momencie piłkarze Czerwonych Diabłów tracą już pięć punktów do The Citizens. Czy są w stanie podnieść się i wyprzedzić lokalnego rywala? Wszystko jest możliwe, to dopiero 9 kolejka ligowa, jednak Manchester City dał wyraźny sygnał, że łatwo nie odpuści. Zapowiada się ciekawa rozgrywka, walka bez pardonu do krwi i mecze, gdzie każdy może pobić każdego.

Zobacz także

Legendy wspierają Liverpool Cup Martinez już w Bostonie? Glen i Jose sprawdzili swoje możliwości plastyczne

Dodaj komentarz


Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Komentarze

ew_LFC; 24.10.2011; 22:58
City wgniotło United w ziemię - są mocni, trzeba przyznać.
(tymbardziej ucieszyłaby mnie wygrana z nimi :p)

Kuba; 24.10.2011; 22:47
Fakt, City jest piekielnie mocne w tym sezonie i uważam, że będą nie do zatrzymania... Zdaje mi się, że losy mistrzostwa zostały wczoraj przesądzone :D Ale... Obym się mylił!

Projekt: Bartosz Bunikowski; Kodowanie i podpięcie: QSky.pl Copyright (c) 2009-2012 by LFCPoland.com.
LFCPoland.com na Facebooku