Wielokrotnie zastanawiałem się, co takiego widzą Brytole w gonitwach konnych. Będąc w Liverpoolu w okolicach kwietnia wszyscy wpadali w szał i pędzili na złamanie karku na Aintree Racecourse, gdzie odbywała się brytyjska Wielka Pardubicka. Podobnie zresztą było co weekend. W każdym oddziale William Hilla czy innego znanego bukmachera przesiadywali panowie, wpatrując się w monitory, na których puszczano konne gonitwy i obstawiali swoich faworytów.
Do ostatniego dnia okienka transferowego ja również, podobnie jak wspomniani wyżej goście od konnych gonitw, byłem wpatrzony w monitor swojego komputera, obserwując wszelkie zmiany na transferowej karuzeli. Czekałem na to, czy Liverpool zaskoczy mnie jakimś spektakularnym transferem na miarę podobnego działania, jak w styczniu tego roku. Gdy dowiedziałem się, że klub z Anfield ponownie zasili Craig Bellamy, nie posiadałem się z radości.
Wielu ekspertów piłkarskich twierdziło, że Bellamy jest opcją rezerwową dla duetu napastników Suarez – Carroll, lecz ja mam na ten temat inne zdanie. Mimo 32 lat na swoim koncie, Walijczyk może wnieść sporo do drużyny i pokazał to już w swoich kilku występach. To, co wyróżnia Craiga na tle pozostałych naszych transferów jest to, że oddaje całe serce w walkę na boisku. Nieprzypadkowo Kenny Dalglish ściągnął właśnie niesfornego Bellamy’ego do drużyny. Jego zadziorność i waleczny charakter motywują pozostałych do lepszej gry. Sam Bells stwierdził, że wychowywał się na grze Dalglisha w Liverpoolu i jest wielkim honorem dla niego, że może teraz grać pod dowództwem legendarnego Szkota.
Wszyscy pamiętają występy Bellamy’ego podczas jego pierwszego pobytu w Liverpoolu. Mi szczególnie w pamięci utkwił jego występ na Camp Nou, gdzie bramka właśnie Walijczyka i Johna Arne Riise, z którym notabene wcześniej pobił się na kije golfowe, dały nam wygraną z Barceloną i awans do kolejnej rundy Ligi Mistrzów. Ponownie i teraz występy Craiga pokazują, że ze wspomnianej waleczności nic mu nie ubyło. Bells jest aktywny w roli atakującego skrzydłowego, kreuje szanse i wkręca obrońców w ziemię. Pierwsza bramka podczas jego drugiej przygody z Liverpoolem została strzelona w meczu Carling Cup z Brighton, a w pamięci został mi szczególnie strzał Walijczyka z 40 metrów, który niestety wylądował na poprzeczce bramki przeciwnika.
Właśnie, Carling Cup! Przecież dzisiaj Liverpool gra w tych rozgrywkach i uważam, że właśnie Craig Bellamy będzie czarnym koniem Liverpoolu i pomoże nam osiągnąć końcowy sukces. Dzisiejsze spotkanie ze Stoke dla Craiga będzie podwójnie mobilizujące. Bellamy debiutował w tym sezonie właśnie w meczu z the Potters, które the Reds przegrali 1:0. Walijczyk z pewnością będzie chciał się odgryźć za to spotkanie i udowodnić, że mimo 32 lat wciąż jest groźny, szybki i może wygrać niejedną gonitwę za piłką.
A ja? Cóż, niczym panowie z brytyjskich punktów bukmacherskich będę obserwował mojego faworyta na murawie i niewątpliwie wybiorę się do jednego z takich punktów, aby postawić na to, że Craig zaprowadzi nas do finału. Kto wie, może fortuna w końcu się uśmiechnie i do mnie i do Liverpoolu? Mam taką nadzieję.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Brak komentarzy



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





