Było wtedy upalne popołudnie w Dubaju, Gavin Laws - dyrektor ds. korporacyjnych w Standard Chartered - oglądał jak pod koniec roku kalendarzowego z boiska przy ośrodku piłkarskim schodzi ostatnia grupa dzieci.
Wcześniej ponad setka młodzików miała okazję, aby bawić się futbolem pod okiem pracujących z nimi charytatywnie trenerów Liverpoolu, to była kolejna dobrze wykonana robota przez Liverpool FC i po raz kolejny główny sponsor klubu postarał się, aby zapewnić prawdopodobnie jedyną taką możliwość w życiu, fanom z dalekich regionów świata.
- Nasza współpraca z Liverpoolem zawsze wykraczała poza zwykłe podpisywanie czeku - mówi Laws. To była kluczowa kwestia we wczesnych etapach naszych rozmów na temat podpisania umowy sponsorskiej. Szybko odkryliśmy, że obie strony mają ambicje pomagać ludziom mniej uprzywilejowanym niż my sami i myślę, że właśnie dlatego nasze partnerstwo ciągle rośnie w siłę, od pierwszego dnia gdy się spotkaliśmy.

- Chcemy pomagać ludziom. Chcemy być między lokalnymi społecznościami. Chcemy robić choć odrobinę, aby dać dzieciom szansę, której prawdopodobnie nigdy by nie miały. Myślę, że sposób w jaki my i Liverpool współpracowaliśmy w tym roku, w celu osiągnięcia takich właśnie rzeczy, był fantastyczny.
W zeszłym tygodniu ośrodek piłkarski w Dubaju, uświetniony zwyczajową obecnością ambasadora LFC Iana Rusha, stał się piątym już takim ośrodkiem Liverpoolu na świecie odkąd Standard Chartered podpisał umowę i stał się głównym sponsorem klubu. Już w zeszłym roku otworzono taki ośrodek w Kenii, a w 2011 roku w Londynie, Seulu, Bombaju i teraz Dubaju.
- Ośrodki piłkarskie są czymś co zawsze będziemy chcieli realizować, ponieważ , poza reklamowaniem naszego banku, możemy wprowadzać Liverpool na nasz rynek co jest bardzo ekscytujące i cały czas się poszerza - mówi Laws. Myślę, że w niektórych rejonach świata jest więcej utalentowanych piłkarzy niż w innych, ale wszędzie są pewne pozytywy i każda taka akcja zostawia pewne dziedzictwo, o którym tamtejsi ludzie mówią przez pewien czas. O to właśnie chodzi.

- Z czterech ośrodków, jakie powstały w tym roku, najwięcej utalentowanych dzieci było w tym, który utworzyliśmy w Korei, ale to co wydarzyło się w Londynie było spektakularne. Ostatnio byliśmy w Bombaju i Dubaju, gdzie piłka nożna może nie jest zbyt popularna, ale dzieci, które brały udział w naszym programie, bardzo cieszyły się z tego doświadczenia. Sugerując się komentarzami jakie później słyszeliśmy można sugerować, że odmieniliśmy życie tych młodych ludzi.
- Na przykład w Bombaju do współpracy zaprosiliśmy dzieci ze slumsów, aby pograły z nami w piłkę. Te dzieciaki nie mają gdzie się podziać w wolnym czasie i możliwość pokopania piłki była dla nich jak powiew świeżego powietrza, tak więc dostać taką szansę było dla nich dość niezwykłym przeżyciem.

- Jesteśmy zadowoleni ze wszystkich ośrodków jakie do tej pory utworzyliśmy. Będą kolejne w przyszłym roku, ale myślę, że będziemy teraz działać trochę inaczej. Zazwyczaj robiliśmy specjalne sesje dla dzieci, które wymagały dodatkowej opieki lub dla dzieci naszego sztabu szkoleniowego, ale myślę, że teraz będziemy organizować regionalne zawody, lub coś w tym rodzaju, aby poprawić warunki młodych zawodników do rozwoju. Do tej pory wyglądało to tak, że każdy mógł przyjść i popracować pod okiem trenerów Liverpoolu, ale ci ludzie mają znacznie więcej umiejętności niż tylko organizowanie treningów, więc może będzie tak, że sprawdzimy też, czy nie da się podnieść poziomu gdy tych dzieciaków. Nie twierdzę, że od razu znajdziemy chłopaka, którego zabierzemy do Akademii - choć było by miło - ale dobrze by było, gdyby z czasem udało nam się nieco podnieść ich poziom gry.
Poza sukcesem jaki odniosły wszystkie cztery ośrodki otworzone w 2011 roku, Laws podkreśla, że letni okres przygotowawczy w Azji był dla niego osobistym ukoronowaniem 12-miesięcznej pracy. The Reds odwiedzili w ciągu ośmiu niezapomnianych dni lipca Chiny, Malezję i Singapur.

- Ten wyjazd okazał się o wiele większy i lepszy niż kiedykolwiek mógłbym sobie to wyobrazić - mówi Laws. Kibice byli tam niewiarygodni, a ich reakcja była nie do opisania. Arsenal i Chelsea były w tym rejonie świata w podobnym czasie co my, ale media koncentrowały się głównie na Liverpoolu i byliśmy na czołówkach gazet każdego dnia. To było fantastyczne i nie możemy się doczekać, aż to powtórzymy.
- Magia Kenny'ego oczywiście wciąż nas zadziwia. On przyszedł ponownie do klubu i niemal natychmiast całkowicie zmienił nasze nastroje, to było coś niesamowitego. Zespół radzi sobie dobrze, wyniki też mamy dobre i mam nadzieję, że na koniec tego sezony będziemy mogli cieszyć się z powrotu do europejskich pucharów.
Co jest jeszcze ważne dla człowieka, który negocjował umowę sponsorką pomiędzy klubem, a Standard Chartered, poza awansem LFC do przyszłorocznych pucharów europejskich?
- Chcemy po prostu, aby współpraca układała się nam dobrze. Gdy umowa została zawarta było wiele rzeczy, których o sobie nie wiedzieliśmy. Co tak naprawdę znaczy etos Liverpoolu? Jak do tej pory odkryliśmy, że dzielimy te same wartości i przekonania. Współpraca jest jak dotąd wspaniała i nie mamy do siebie żadnych zastrzeżeń, obie strony były fantastyczne.
- Jedną z najbardziej imponujących rzeczy jest to, że gdy rozmawiam z licznymi sponsorami innych klubów piłkarskich to pytają się mnie oni, jak udało się zorganizować tak dobrą współpracę. Dla mnie to świadczy o wszystkim.
- Dla nas jako sponsorów ważne jest, aby dawać wciąż ludziom dostęp do rzeczy, których wcześniej nie byli w stanie osiągnąć. Wprowadziliśmy Liverpool na wielomiliardowy rynek azjatycki, a oni pokierowali tym dalej. Czegoś takiego nie da się osiągnąć wyciągając po prostu książeczkę czekową.

- Praca z wieloma legendami klubu, a przede wszystkim z Ianem Rushem, który był z nami podczas otwarcia każdego ośrodka piłkarskiego, była niesamowita. Rushie był świetny, Phil Thompson również nam pomagał, podobnie zresztą jak Alan Hansen i Kenny. Myślę, że ci panowie nie zdają sobie czasem sprawy z tego, jak bardzo są popularni i jak dużo radości dają młodszym fanom oraz starszym kibicom, którzy pamiętają jeszcze jak biegali oni po boisku.
- Dużo osiągnęliśmy podczas tego półtorarocznego okresu współpracy i teraz musimy sprawdzić czy klub też dostał to na czego oczekiwał. Ian Ayre (dyrektor zarządzający) i Graham Bartlett (dyrektor handlowy) byli bardzo otwarci na nasze pomysły i sami też mają sporo sugestii. Myślę, że wszystko działa dobrze i już nie mogę się doczekać 2012 roku.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Brak komentarzy



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





