Dziś jest środa, 23 maja 2012 roku
osób przebywających w serwisie: 14
Master; 2011-02-05 13:39:20; własne

Poznaj redaktora: Scouser

A A A

W kolejnej odsłonie Poznaj redaktora, swoją historię z Liverpoolem przedstawi Wam redaktor Scouser. Życzymy miłej lektury!

 

-----

 

Jako człowiek dobrze wychowany, najpierw krótko oraz skromnie się przedstawię... Mam na imię Radek, w roku ubiegłym dołączyłem do pseudo krainy szczęśliwości zwanej dorosłością. W tym roku czeka mnie matura, której jak nie zdam... to nie zdam przez ten cały Liverpool Football Club. Dlaczego?

Po kolei. Cofam mój zegarek, sięgam pamięcią do pierwszych wspomnień związanych z piłką. Tak jest, mam je, widzę. Mamy rok 1998, Mundial we Francji. Jedyne co mi utkwiło w pamięci, to jakiś młokos z numerem 20 mijający argentyńskich obrońców jak tyczki. Nazywał się on … Bardzo mi przykro, ale jego nazwisko bardzo ciężko przechodzi mi przez gardło, klawisze to moje laptopowe gardło, więc sorry, ale nie przejdzie. Zupełnie z ciekawości spytałem się taty, gdzie owy piłkarz x gra. Usłyszałem trzy słowa, trzy słowa w obcym języku, nie znaczące dla mnie WTEDY zupełnie nic. Jak miała pokazać dalsza przyszłość... słowa te, nabrały dla mnie wielkiego znaczenia. Nadszedł więc rok 2001. Deja Vu? Znów ten sam człowiek, ten mały człowiek mijający obrońców jak tyczki... FA CUP FINAL: Liverpool – Arsenal. Wtedy zaczynałem rozumieć znaczenie słów: Liverpool Football Club. Zaczęło się więc, oglądanie spotkań. Cóż nowego zauważyłem? Zauważyłem, równie młodego chłopaka, co ten szaleniec mijający Ayale i innych obrońców Albicelestes na francuskiej ziemi. Nowy obiekt westchnień nie był jednak napastnikiem, nosił on numer 17. Tak, właśnie tak. To Steven Gerrard miał duży wpływ na to kim teraz jestem. Fascynacja, bardzo powoli kroczyła ku miłości. Po drodze był jeszcze Dortmund, Stambuł, Ateny i inne mniejsze bądź większe wydarzenia.

Kiedy poczułem, że tak... to właśnie to, to mój klub, moja miłość, moje życie? Mamy początek wakacji, rok 2007. Pierwsza wizyta w Anglii... pierwszy lot samolotem, pierwsze widzenie z Anfield Road oraz pierwszy mecz na ziemi angielskiej: Liverpool – Derby County. Będę zupełnie szczery... nic, a nic z tego meczu nie pamiętam! Bramki? Piłkarze? Nie mam bladego pojęcia... Stałem tam biedny pośród tłumu gadającego bardzo dziwnym akcentem. Stałem i gapiłem się wprost na The Kop. Hipnoza trwała około 120 minut, samo wspomnienie powoduje u mnie reakcję alergiczną: ból w mostku i uśmiech na twarzy. Ja to wtedy poczułem... tak to jest moje miejsce na tym zdegenerowanym świecie! Mimo iż wracałem tam niejednokrotnie, to to pierwsze uczucie zawsze wraca. To ten sam ból w mostku, ten sam uśmiech... to ten sam wielki Liverpool, mój Liverpool.

Co czuję więc, gdy usłyszę słowo Liverpool? Czuję wielką dumę, z tego powodu iż mogę być Liverpudlian. Bycie kibicem Liverpoolu to nie wybór, to przywilej, który odkrywamy poprzez przeznaczenie. Liverpool FC, jak i The Kop, Albert, Melwood to nie są zwykłe miejsca: to nie klub, to nie trybuna, to nie pub, to nie ośrodek treningowy... to po prostu część mnie! Najpiękniejsza choroba, całe szczęście – nieuleczalna. Każde kolejne spotkanie, każdy spotkanie z historią, ze społecznością Scouse to nowe doświadczenie, które jeszcze bardziej uświadamiają mnie, że strzała amora jednak istnieje. Liverpool to magia. Czerwona magia, przez którą zostałem zaczarowany. Czy liczyłem na zaklęcie odczarowujące? 'Don't be silly!'. :) Zawodnicy się zmieniają, managerowie również, zmienia się trawa, napis na krzesełkach, zmienia się miejsce na którym jestem na Anfield... ale to przecież wciąż to samo miejsce, to samo miejsce i ten sam ja. Życie bez tego klubu byłoby pustym, nic nie znaczącym stanem, nawet nie stanem, a wegetacją. Co z tego, że po każdej kolejnej porażce zaklinam, że pier** to, że mam dość. Gdy tylko ochłonę, sprawdzam terminarz, portfel i znów planuję podróż do ziemi obiecanej. Liverpool uzależnia, Liverpool kradnie serca i umysły, Liverpool omamia. Ja się pytam? Jak go nie kochać? Jak bez niego żyć? Ja wpadłem w sidła, dokładniej w sidła szczęścia i nie zamierzam się z nich próbować wykaraskać.

I love you Liverpool, I do!

Zobacz także

Louis van Gaal nowym dyrektorem sportowym? Kelly powołany do kadry Anglii Liverpool nie kontaktował się z Capello i Deschampsem

Dodaj komentarz


Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Komentarze

kijanek13; 06.02.2011; 10:44
jak zwykle wciągnąłeś mnie w trans Radku ;)
no,no ciekaw jestem jak ja się zachowam jak pierwszy raz będę na Anfield,bo niestety owej przyjemności jeszcze nie miałem...

Karol; 05.02.2011; 21:07
miło się czytało ;)

IroLFC; 05.02.2011; 17:20
Powiem tak: wszystko świetnie opisane, masz wielki talent w pisaniu takich rzeczy ! wykorzystaj to !

Lukas; 05.02.2011; 16:43
Twoja historia zaczęła się podobnie jak moja ;)

Projekt: Bartosz Bunikowski; Kodowanie i podpięcie: QSky.pl Copyright (c) 2009-2012 by LFCPoland.com.
LFCPoland.com na Facebooku