Dziś jest środa, 23 maja 2012 roku
osób przebywających w serwisie: 13
Master; 2011-02-15 16:55:49; własne

Poznaj redaktora: Navi

A A A

W dzisiejszej części Poznaj redaktora swoją historę z Liverpoolem przedstawi Wam redaktor Navi. Zapraszamy serdecznie do lektury!

 

-----

 

Był grudniowy, ponury dzień. Tak, pamiętam to bardzo dobrze, gdy wpatrzony w okno, obserwowałem ludzi pałętających się uliczkami. Jedni szli do domu, drudzy szukali czegoś, czym mogliby się zająć, a inni biegli do swoich miejsc zamieszkania, aby usiąść przed telewizorem i rozkoszować się Premier League. Tak, to było niedzielne popołudnie.

Ci ostatni nieśli ze sobą wielkie torby wypełnione po same brzegi słodyczami i rożnymi napojami. Jeden z nich szyję owiniętą miał czerwonym, bardzo długim szalikiem ze starannie wyszytym napisem "Arsenal Londyn".

Jako siedmioletni chłopiec niewiele interesowałem się Premier League, nie miałem również swojego ulubionego klubu, ale za to darzyłem dużą sympatią Zidane'a. Uwielbiałem jego waleczność i oddanie na boisku. Dumnie prezentowałem się w jego koszulce reprezentacji Francji.

Skupiony na osobach, których często widziałem tylko posturę, zszedłem z parapetu, który idealnie służył mi jako bardzo wygodna ławka. Powoli usiadłem na krześle i szybkim ruchem zabrałem ze stołu sportową gazetę. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba było to "Bravo Sport". W tym numerze redakcja postanowiła zająć się sylwetką Michael’a Owena.

Po przeczytaniu kilku informacji na jego temat, moje oczy skierowały się na metrykę Michaela.

- Wychowanek Liverpoolu, urodzony w Chester... - mruczałem pod nosem.

Jego sylwetka wydawała mi się bardzo ciekawa. Już wtedy był zapowiedzią wielkiego strzelca i piłkarza. Niestety, jego kariera potoczyła się tak, a nie inaczej o czym z resztą nie muszę wam przypominać...

Statystyki nie miały większego znaczenia, ponieważ kilka razy oglądałem jego poczynania na boiskach. Wiedziałem, że to świetny zawodnik. Zainteresowało mnie coś innego...

- 14 grudzień - wypowiedziałem, śmiejąc się sam do siebie.

Może to nic wielkiego, ale świadomość, że zawodnik urodził się w tym samym dniu i miesiącu, co ty, jest naprawdę miła. Odtąd nie rozstawałem się z jego zdjęciem, a na ścianach zawitał Michael.

Nie mogło być inaczej: Liverpool FC stał się moim ulubionym klubem, a obok Michaela w moim sercu zagościł również Sami Hyypia.

Po wielu wzlotach i upadkach, Liverpool nadal jest moim ukochanym klubem. Czytałem książki o The Reds jedna po drugiej. Stał się on nieodłączną częścią mojego serca, która po odpadnięciu zniszczyłaby dużą cząstkę mnie.

Pomimo tego, że moja przygoda z The Reds zaczęła się od prostego zauroczenia, szybko przerodziła się w miłość. Myślę, że w odwzajemnioną.

Zobacz także

Sound of the Anfield Ground: Football’s dead. Ale jak to zdech? Kariery na ofsajdzie: Pilot cyklu IX Zlot Fanów LFC – kolejne szczegóły

Dodaj komentarz


Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Komentarze

gall; 16.02.2011; 18:12
Cóż tekst bardzo dobry, fajnie się czytało. W sumie Owena zawsze ceniłem jako piłkarza, po mimo transferu. Kiedyś nawet miałem jego plakat na ścianie taki z dawnych lat, jak jeszcze młodzikiem był... fajna rzecz, która uległa spaleniu...^^

tomek92; 15.02.2011; 23:01
Moja przygoda z LFC zaczęła się podobnie bo też od Owena. W 1998/99r. dostałem jego koszulkę całkiem przypadkowo ;) Nie wiedziałem na początku jakiego klubu jest herb na czerwonej koszulce, jak się dowiedziałem od starszych kolegów była to koszula Liverpoolu :) no i zaczęło się kibicowanie :)

Projekt: Bartosz Bunikowski; Kodowanie i podpięcie: QSky.pl Copyright (c) 2009-2012 by LFCPoland.com.
LFCPoland.com na Facebooku