W ostatniej części Poznaj redaktora swoją historię przedstawi Państwu nasz nowy redaktor, Michał. Zapraszamy do lektury!!
-----
Zacznę od początku. Mam na imię Michał i jest obecnie w drugiej klasie LO. Pochodzę z Grodziska Mazowieckiego – jakieś 30 km od stolicy. Pewnie będę mało oryginalny, ale moja przygoda z LFC zaczęła się od pamiętnego meczu finałowego w Stambule. Byłem w wieku 12 lat i coś się ze mną stało. Zacząłem coraz bardziej interesować się klubem z Anfield, aż w końcu zrozumiałem że jest on częścią mnie. Tak jak powiedział Bill Shankly: kibicem Liverpoolu trzeba się urodzić. Oglądanie co tydzień spotkań z ukochaną drużyną, śledzenie poczynań w europejskich pucharach, liczne pamiątki – to już norma. Jedyne co mi zostało do spełnienia to wyjazd do Liverpoolu i zaśpiewanie „ you’ll never walk alone” na The Kop. To byłoby czymś niesamowitym, czymś nie do opisania. Po prostu AMAZING.
Radość po zwycięstwie, smutek po porażce…
„Największym przyjacielem piłkarza jest porażka. Ona nigdy o Tobie nie zapomni.” Jednak my, jako kibice powinniśmy zawsze być z naszym ukochanym klubem. Tzw. „sezonowcy” nie powinni brać się za kibicowanie jakiemukolwiek klubowi. Stają się wielkimi fanami, jak drużyna wygrywa. Kiedy nadejdzie gorycz porażki – psioczą na klub ile wlezie. Moje pokolenie nie pamięta ani jednego krajowego mistrzostwa. W pamięci utkwiło tylko zwycięstwo w Champions League w 2005 roku i zdobycie Pucharu Anglii w 2006. Większość ludzi już dawno nie kibicowałaby Liverpoolowi, ponieważ nie zdobywa on regularnie trofeów. Jednak my jesteśmy z The Reds na dobre i złe. Cieszymy się po zwycięstwie, opłakujemy porażkę. To się nazywa być kibicem!
Pozwolę sobie jeszcze zacytować Billa Shankly’ego : "Niektórzy uważają, że piłka nożna jest sprawą życia lub śmierci. Mogę zapewnić, że jest o wiele, wiele ważniejsza."
YOU’LL NEVER WALK ALONE!
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Brak komentarzy



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





