Poznaj redaktora kontynuuje swoje historie. Dzisiaj o przygodzie z Liverpoolem opowie Wam redaktor Lukas. Życzymy miłej lektury!
-----
Witam, mam na imię Łukasz i stąd też wziął się mój nick (Lukas) na stronie lfcpoland.com. Obecnie studiuję filozofię i to głównie pochłania mój czas. W redakcji jestem od niedawna, o ile dobrze pamiętam to nie minął jeszcze miesiąc.
Teraz opowiem pokrótce jak zaczęła się moja przygoda z LFC. Jest to historia równie banalna jak ta skąd wziął się mój pseudonim na stronie. Był rok 1998 i całkiem nieświadomy istnienia klubu znad rzeki Mersey oraz całej ligi angielskiej oglądałem spotkanie Argentyny z Anglią. Nie kibicowałem szczególnie żadnej ze stron, jednak gdy w 16 minucie młodziutki Owen zdobył bramkę bardzo mi zaimponował. Zapamiętałem wtedy słowa „wychowanek Liverpoolu”, które z ekscytacją wypowiadał komentator po jego golu. Niestety Anglicy odpadli po rzutach karnych. Czas leciał i powoli zapominałem o tym meczu i napastniku, który mnie tak zachwycił. Mniej więcej rok później, będąc na targu moją uwagę przyciągnęła czerwona koszulka wisząca na straganie. Gdy bliżej się jej przyjrzałem okazało się, że to koszulka Liverpoolu Michaela Owena z nr 10. Tandetna podróbka, jednak w tamtych czasach emanowała zajebistością. Nosiłem ją z dumą, gdy graliśmy w piłę z kolegami. Czasy były takie, że nie było za bardzo dostępu do informacji sportowych. Pozostawało więc jedynie śledzenie sportowych gazet, mniej lub bardziej ambitnych. Ciężko w takiej sytuacji śledzić bardziej dokładnie poczynania the Reds czy samego Owena. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy całkowicie przypadkiem w 2001 roku trafiłem na finałowy mecz Pucharu UEFA pomiędzy Liverpoolem a Alaves. Pokochałem wtedy tą drużynę, za walkę, za ambicję, za przywiązanie do klubu. To była piękna noc. Jakiś czas później nastała doba internetu, więc i ja również otrzymałem ten jakże cenny dar dostępu do sieci. Chłonąłem informacje na temat Liverpoolu jak gąbka wodę. Historia klubu, piłkarzy, menadżerów, bramki, trofea... cala ta historia była dla mnie jak najlepszego gatunku powieść, którą czyta się bez przerwy aż do końca. Powoli moja piłkarska świadomość dojrzewała, zrozumiałem co jest ważne, to nie ludzie - to klub! Uświadomił mi to ten, dzięki któremu zwróciłem się ku czerwonej stronie miasta Beatlesów. Michael Owen odchodzi w 2004 roku do Realu Madryt. Byłem załamany, ale z czasem się z tym pogodziłem i zrozumiałem co znaczą słowa „No one's player bigger than club”. W tym samym roku stery w naszym klubie objął Rafa Benitez. Wraz z jego przyjściem wzrosły nadzieje kibiców na powrót do dawanej chwały. Ładnie rozpoczął swoją pracę w Liverpoolu Hiszpan. Zdobył w końcu piąty w historii klubu puchar Ligi Mistrzów. Pamiętam te emocje do dziś. Po pierwszych 45 minutach modliłem się o cud. Gdy po wspaniałym comebacku w drugiej połowie, fenomenalnej defensywie w dogrywce i niezwykłej obronie rzutów karnych przez Jurka Dudka Liverpool zdobył tytuł najlepszej klubowej drużyny Europy, zalałem się łzami szczęścia i nikt z domowników nie wiedział co mi się stało. Nie mogli wiedzieć, nie czuli tego co ja. Rozpierała mnie duma, takie chwile to esencja kibicowania. Sami wiecie o co mi chodzi. Ciężko przekazać słowami co czułem tamtego wieczoru. Parę cudownych chwil jeszcze z Liverpoolem przeżyłem, jednak tą jedną wspominam najmilej. Wciąż czekam na swoją pielgrzymkę do „czerwonej ziemi świętej”, jest to jedno z moich największych marzeń.
W 2009 roku, po długich wakacjach, poszedłem na studia. Różnie ludzie reagowali na to, że wybrałem filozofię. Mój wybór, sam poniosę konsekwencję. Szybko przekonałem się, że nie była to zła decyzja. Poznałem tam fantastyczną dziewczynę, z którą jestem do tej chwili. Zauroczyła mnie ogromnie i nie przeszkadzał mi nawet fakt, że kibicuje Chelsea Londyn, bo w zasadzie od rozmowy o piłce zaczęła się nasza znajomość. W miarę dobrze przechodzimy momenty, w których nasze drużyny się spotykają i nie szkodzi to naszej miłości.
To chyba wszystko co mógłbym napisać na temat mojego związku z LFC, jeśli mnie pamięć nie byli to tak to się wszystko zaczęło. Chciałbym jeszcze pozdrowić całą redakcję oraz użytkowników naszego serwisu i oczywiście moją Justynę.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Karol; 27.02.2011; 13:16
U mnie historia zaczęła się podobnie, tyle, że koszulka Owena nie była tandetna ;>



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





