Wraz z nowym wyglądem strony ruszamy z nowym działem: Poznaj redaktora. Będziemy tu publikować teksty naszej redakcji, aby przybliżyć Państwu osobowości ludzi piszących w serwisie.
Na początek zamieścimy felieton naszego administratora i właściciela strony, Kuby, który odpowie nam na pytanie, dlaczego właśnie Liverpool zajął szczególne miejsce w jego sercu. Życzymy miłej lektury!
-----
Dlaczego Liverpool? Sam często zadaje sobie to pytanie, oglądając kolejny nędzny mecz w wykonaniu podopiecznych Roya Hodgsona. Wszystko zaczęło się jednak od tego, że mały chłopiec zobaczył w Liverpoolu polskiego bramkarza – Jurka Dudka, a także świetnego środkowego pomocnika – Stevena Gerrarda. Młodzian, któremu nadano imię Kuba przyglądał się bacznie obu piłkarzom i postanowił bliżej poznać drużynę z Anfield Road.
Najpierw tylko obserwował wyniki, bo jak to bywa u małych dzieci, co roku inny klub znajduje się na topie. Wtedy właśnie najbardziej do gustu przypadała mu AS Roma i jej napastnik – Francesco Totti. Wszystko jednak zmieniło się w 2004 roku, kiedy to Liverpool wspaniale radził sobie w Lidze Mistrzów. Młodzian mógł w końcu wtedy zobaczyć The Reds w telewizji i to nie w pojedynczym meczu, czerwoni dotarli przecież do finału rozgrywek, po wielu ciężkich, wspaniałych i zaciętych bojach, czy to z Juventusem, czy to z Chelsea, aż w końcu nadszedł czas na AC Milan. Ale do sedna… Prawdziwą miłość do czerwonej koszulki poczuł on w trakcie meczu z Olympiakosem Pireaus w fazie grupowej, zobaczył, że faceci w owych czerwonych strojach dwoją się i troją, aby zdobyć dwubramkowe prowadzenie… 88 minuta, a na tablicy wyników na Anfield wciąż tylko 2-1 dla The Reds, gdy nagle piłkę przed polem karnym zgrywa Carragher, nabiega na nią z całym impetem Gerrard i jest! GOL dla Liverpoolu! Kibice na stadionie szaleją, komentator krzyczy piskliwym głosem „STEEEVEN GERRRARRDDD!! OOHH YEAH BEAUTY! WHAT A HIT, SON! WHAT A HIT!” (z pewnością starsi kibice LFC pamiętają ten moment doskonale), a młodzianowi pojawia się wielki uśmiech na twarzy i poczucie prawdziwej ulgi, tak, tak, Liverpool znalazł się wtedy w fazie pucharowej Champions League.
Od tego momentu zaczynam bacznie obserwować każde 90 minut Liverpoolu, w Internecie pojawia się coraz więcej możliwości oglądania live-streamingu, czyli po prostu internetowe TV. Zaczynam poznawać historię i wszystkie ‘tajniki klubu’, po cichu licząc oczywiście na triumf w Lidze Mistrzów.
Nadchodzi pamiętna data 25 maja 2005 roku, godzina 20:45, Attaturk Stadium, Istanbul. Przed meczem, grając z kolegami w piłkę oczywiście delikatne przepychanki słowne na temat finału.
Wybiła 20:45, zaczął się mecz… Pierwszy rzut wolny dla Milanu, wrzutka, bezradny Dudek puszcza pierwszą bramkę, z której cieszy się Maldini, w oczach młodego człowieka pojawiają się łzy…
Ale to przecież nie koniec! – pomyślałem sobie…
Mijają kolejne minuty, Liverpool zupełnie bezbarwny, nie radzi sobie z Milanem, padają bramki numer dwa i trzy, a ja siedzę dalej w fotelu ze spuszczoną głową, wpatrzony w wynik pokazany w telewizji.
W przerwie słyszę jeszcze pocieszające słowa od brata „…po przerwie chcę zobaczyć trzy bramki dla Liverpoolu”. Sam w to już jednak nie wierzyłem… wiem, zbluźniłem, bowiem nasz hymn mówi: „Walk on, with hope in your heart”. Mocno zdenerwowany siadam po piętnastu minutach na fotel… mija siedem minut i jest! Nasz „Captain Fantastic” zaczyna odrabianie strat! 3-1! Powoli zaczyna pojawiać się na mojej twarzy uśmiech, tak, przypominam sobie wynik finału Pucharu UEFA z Deportivo Alaves w 2001… Mija sześć minut i na tablicy z wynikiem pojawia się już 3-3, jestem naprawdę rozradowany. Co było dalej wszyscy pamiętamy…
Teraz nadszedł czas prawdziwej próby dla wszystkich kibiców Liverpoolu i tych małych, i tych dużych. Czas, w którym klub popadł w ogromne długi, w którym nie mógł poradzić sobie ze średniakami, w którym po latach wypadł na dobre z Ligi Mistrzów.
Takie chwile są testem tylko dla najbardziej wytrwałych. Jestem pewien, iż wszyscy sezonowcy odwrócili się w tym momencie plecami i zaczęli ‘kibicować’ Manchesterowi City czy innemu klubowi z ogromną kasą.
W moim przypadku pozostaje tylko kierowanie się miłością i słowami naszego jakże wspaniałego hymnu, który mówi, że po każdej burzy, niebo staje się złociste.
Kuba
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
ArtuR; 24.01.2011; 21:34
Miałem 8 lat.:D
Mój brat największa fan Milanu . Żył Milanem i na boisku był kapitanem i każdy nazywał go Maldini. Po 45 minutach zaczął się śmiać bo kibicowałem w tamtym meczu lfc (nie znałem się na piłce ale jak brat za Milanem to ja za drugimi).Grałem już wtedy na treningach,Chodzę już od ok 7 lat:D
Ten mecz wpłynął na całe moje życie:D Brat mi mówi zawsze, że przez ten mecz jestem ich kibicem!;D To był najlepszy i chyba pierwszy mecz na poważnie jaki oglądałem. Ale tam grał ta drużyna, ta czerwień, ten człowiek który został moim idolem. Nie spałem po meczu, wyobrażalem sobie symulacje meczu co by było gdyby...Do dziś jestem z LFC a brat z Milanem, każdy z nas pamięta ten mecz. Pamiętam oczy Xabiego gdy strzelał karnego i słowa mojego taty: Cały świat się na niego patrzy a on ma ma strzelac . Taka presja. Pamiętam Dudka,pamiętam całe LFC
Elnino6786; 24.01.2011; 20:25
ja pamiętam, że po pierwszej połowie poszedłem spać, a na drugi dzień było Boże ciało i wszyscy gadali o Dudku;>
lidzbarszczanin; 24.01.2011; 19:11
Ja po 45 minutach poszedłem spać i teraz żałuje ;/.To była najgłupsza decyzja w moim życiu no ale wtedy mialem tylko 9 lat :P.Teraz napewno bede ogladal mecz do konca nawet jakbysmy dostawali 10-0 do 89 minuty :P.YNWA
lehman7272; 24.01.2011; 16:43
Ja ogladałem mecz do 30 minuty.. Potem wyszłem na dwór i wróciłem na 100 minute... Patrząc w TV nie wierzyłem że jest remis :)
kijanek13; 24.01.2011; 16:17
Super pomysł z tym 'poznaj redaktora' ; ) Podobnie jak Wy nie wierzyłem w LFC do przerwy,ale teraz już wiem, że w futbolu nie ma rzeczy nie możliwych.YNWA!
Chycza; 24.01.2011; 15:56
Tak jest Kuba! " Teraz nadszedł czas prawdziwej próby dla wszystkich kibiców Liverpoolu i tych małych, i tych dużych. Czas, w którym klub popadł w ogromne długi, w którym nie mógł poradzić sobie ze średniakami, w którym po latach wypadł na dobre z Ligi Mistrzów. "
Święte słowa!!!
Karol; 24.01.2011; 11:03
Ja także w przerwie nie wierzyłem, że uda nam się lepiej zagrać, bo w pierwszej odsłonie zapowiadało się na pogrom, na szczęście PUCHAR BYŁ NASZ!



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





