LFCPoland.com z nieukrywaną przyjemnością powraca do reaktywacji serii artykułów Poznaj Redaktora. Wszystko to za sprawą wciąż rozwijającej się redakcji naszego serwisu i przybycia kilku nowych osób. Poznaj Redaktora, jak zapewne dobrze pamiętają regularni użytkownicy naszego serwisu, to historie naszych redaktorów opisujące ich przygody z Liverpoolem.
Na początku jest nam niezmiernie miło przedstawić wzruszającą historię naszej nowej pani redaktor, Ew, która dała się już Wam we znaki swoim nowym działem Czerwoną Szminką Pisane.
Życzymy miłej lektury, a jeśli ktoś chciałby sobie przypomnieć archiwalne odcinki działu Poznaj Redaktora, może je znaleźć pod tym linkiem.
---
Mój tata cieszył się niesamowicie, kiedy przyszłam na świat. Nie byłam co prawda chłopcem, ale miał w końcu potomka, w którym mógł zaszczepiać miłość - miłość do footballu.
Dlatego też grałam w piłkę. Odkąd pamiętam. Początkowo była to raczej podwórkowa kopanina, gdzie bramki stanowiły równoległe do siebie garaże, a drużynę dzieciaki z sąsiedztwa. Muszę uczciwie przyznać, że nie byłam od razu jakaś wybitna. O, nie. Niejednokrotnie wracałam do domu poobijana. Siniaki, otarcia i krew były u mnie wtedy czymś normalnym. Ale lubiłam to. Naprawdę to lubiłam. Były jedynie dowodem na to, że dawałam z siebie wszystko grając przeciwko starszym i silniejszym kolegom. A dawałam całą siebie.
Nie chciałam, żeby ktokolwiek dawał mi fory. Nigdy nie prosiłam o taryfę ulgową. Nigdy nie traktowano mnie inaczej tylko dlatego, że byłam dziewczyną. Tego bym prawdopodobnie nie zniosła. Na boisku panowały twarde reguły. Jeśli chciałeś na nim pozostać musiałeś być twardym. Musiałeś być odpornym na ewentualny ból. Niezależnie od płci. Stanowiliśmy drużynę. Byliśmy najlepszymi kumplami.
Dużo mnie to nauczyło. Przede wszystkim tego, że jeśli chciałam coś osiągnąć, musiałam starać się bardziej niż inni. Musiałam ćwiczyć podwójnie. I tak też było. Im byłam starsza, tym więcej potrafiłam. Nigdy nie zapomnę mojej pierwszej ładnej bramki. Może słowo ładna nie jest zbyt dobre, ale ona naprawdę taka była! Padał wtedy deszcz. Graliśmy po sześć osób, pięć na boisku plus bramkarz. W pewnym momencie dostałam piłkę, biegłam lewą stroną boiska, najszybciej jak mogłam. Minęłam obronę, zatrzymałam się, uderzyłam lewą nogą. To była chwila. Podkręcona piłka wpadła w okno. To było coś niesamowitego dla dziesięciolatki.
Później wszystko zaczęło toczyć się bardzo szybko. Dostałam propozycję gry w jednym z kobiecych klubów piłkarskich. Nie potraficie sobie wyobrazić, jaka byłam wtedy szczęśliwa. Wymagano ode mnie, żebym robiła to, co kocham. Czego mogłam chcieć więcej? Spełniało się moje największe marzenie, gdzie ja, Ewelina, miałam zostać piłkarką.
Ale nie zostałam.
Los nie był dla mnie łaskawy. W grudniu 2001 roku uległam poważnemu wypadkowi. Jechaliśmy na wycieczkę szkolnym autobusem. Uderzył w nas tir. Metalowa rurka przebiła moje ciało na wylot. Uszkodziła wątrobę, płuco, serce i dużo innych narządów, których wymieniania nie widzę sensu. Lekarze dawali mi 0,5% szans na przeżycie. Pół procent ze stu. Nikt nie wierzył w to, że z tego wyjdę.
---
Kiedy leżałam w szpitalu wiedziałam już, że nigdy więcej nie będę mogła grać. Byłam załamana. I właśnie wtedy w moim życiu pojawił się Liverpool. Oglądałam telewizję i trafiłam na jakiś powtórkowy mecz. Młody piłkarz z numerem 8 na plecach strzelił zjawiskową bramkę. Komentator krzyczał w kółko ‘Steven Geraaaaaard, Steven Geraaaaaad’. Trybuny pokryła fala radości. Wszyscy, ubrani w czerwone koszulki, śpiewali i krzyczeli. To była magia. Serce zabiło mi mocniej. To był przełomowy moment. Zrozumiałam, że ów Gerrard zawładnął moim życiem tak samo, jak zawładnął życiem kibiców zasiadających na Anfield. Że klub, w którym gra będzie dla mnie najważniejszy na świecie. Że to właśnie jemu będę kibicować.
I kibicuję. Wiernie od prawie dziesięciu lat, w ciągu których zdążyłam zagłębić się w jego historię, przeżywać z nim wzloty i upadki, witać i żegnać wspaniałych graczy. I wiem, że kibicować już będę zawsze.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
ew_LFC; 25.10.2011; 20:34
Zapomnieć się nie da. Można jedynie się z tym wszystkim pogodzić. I tak też zrobiłam ja.
Teraz mam nowe marzenia, i podobnie jak Ty Perfekcyjny, mam nadzieję zrealizować je w najbliższym czasie. Bo jeśli człowiek mocno wierzy i do czegoś dąży, ma szanse to osiągnąć :)
Witam również, YNWA !
Perfekcyjny; 25.10.2011; 20:30
Otwierając liczyłem na kolejny dość humorystyczny wywiad, a tu coś takiego. Bardzo Ci współczuję, jednak po twoich wypowiedziach widzę, że nie załamujesz się i starasz się zapomnieć o tym, co się stało. Może i to dobrze.
Wielu wydaje się, że Liverpool Football Club, to tylko klub piłkarski, jednak ja czuję coś więcej. Dla mnie to nie jest tylko klub. Moje marzenie jest coraz bliżej spełnienia i wiem, że mogę niepowstyrzymać łez po wejściu na Anfield, ponieważ dla mnie jest to jedna ze Świętości.
Miło powitać nową Czerwoną Przyjaciółkę. YNWA!
ew_LFC; 25.10.2011; 19:49
Nie ma co się kłaniać. Fakt, trochę w swoim życiu przeszłam, ale wyciągnęłam z tego ważną lekcję - ten tekst też powinien ją dawać. Mianowicie: jeśli się coś kocha, trzeba o to walczyć.
Bo choć nie mogłam nigdy grać w klubie, do tej pory kopię piłkę, jeśli tylko mam ku temu sposobność.
No i oczywiście oddaję całe serce Liverpoolowi. Bo pomógł mi uwierzyć.
Kola; 25.10.2011; 19:35
Niskie ukłony przed Tobą!
I powodzenia!!
ew_LFC; 25.10.2011; 19:17
Dzięki bardzo, Karol !
Mam nadzieję, że zaczną mnie uszczęśliwiać od jutra, pokonując Stoke ! :)
Karol; 25.10.2011; 18:56
Ciesze się, że możemy poznać tutaj kogoś tak silnego i to do tego kibica Liverpoolu! Brawa za walkę do końca i oby to nasi Czerwoni Ci wkrótce wypłacili trofeami!
ew_LFC; 25.10.2011; 18:19
@gall - lepiej, jak jest więcej !
@Lotus - stare czasy, nie ma co się rozczulać, trzeba spinać poślady i iść do przodu ! :)
Lotus; 25.10.2011; 17:28
Aż prawie się nie rozpłakałem to czytając.
gall; 25.10.2011; 17:11
Master_LFC jest jedna rzecz, o której nie wiesz, więc w razie zainteresowania gg.;p
a to mój powrót, to coś niesamowitego?
Master; 25.10.2011; 16:42
tak, wrócisz do tej cholernej redakcji, drogi gallu ;)
gall; 25.10.2011; 16:20
No i właśnie dlatego wkrótce może zrobię coś niesamowitego :)
Szacunek dla Ciebie;)
ew_LFC; 25.10.2011; 16:05
Cieszę się, że w jakiś sposób moja historia może kogokolwiek zmotywować, lub zachęcić do działania.
Bo trzeba robić to, co się kocha. I nigdy się nie poddawać !
gall; 25.10.2011; 15:58
Cenię i zawsze będę cenił ludzi, którzy pomimo wielu przeciwności losu są na tym świecie i tworzą wielką jedną czerwoną rodzinę. Bardzo poruszający tekst, ale bardzo motywujący do dalszego działania.:)
YNWA.
ew_LFC; 25.10.2011; 14:30
Najważniejsze jest to, że dzięki temu, jestem dziś tu, gdzie jestem, razem z Wami :)
YNWA Lukas !
Lukas; 25.10.2011; 14:03
Wstrząsająca historia, naprawdę. YNWA Ew.



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





