Z okazji dzisiejszego meczu z Fulham nasuwa mi się szczeniacka wręcz refleksja – jaka szkoda, że w Premier League nie ma tylko dwóch zespołów, które mają realne szanse na sukcesy, jak chociażby w hiszpańskiej ekstraklasie. Może byłoby to na dłuższą metę nudne, ale jeżeli Liverpool byłby w tej parze, nie musielibyśmy się wiecznie stresować, że w kółko ktoś nas przegania, zrównuje się z nami, albo depcze nam po piętach w ligowej tabeli, jak na ten przykład dzisiaj. W miniony weekend Arsenal, City i Chelsea wysoko ograli swoich przeciwników i w czołówce zrobiło nam się nieciekawie. Oczywiście wszystko to nie będzie miało wielkiego znaczenia, jeżeli wygramy z Fulham, ale sytuacja zaczyna niepokoić, tym bardziej, że potrzeba nam zwycięstwa trzema bramkami, aby Kanonierów wyprzedzić.
Oczywiście zawsze pod uwagę należy brać fakt, że dzieciarnia Wengera sypie się z formą w drugiej części sezonu, a Liverpool zaczyna wtedy gonić stawkę, ale właśnie stąd biorą się moje zmartwienia – znowu to samo, a przecież od 11 meczów nie przegraliśmy! Obłęd, szał! Kto by się tego spodziewał jeszcze rok temu? Ba, rok temu o tej porze mogliśmy tylko usiąść na chodniku i zapłakać cicho po kolejnej porażce/remisie z jakimiś kelnerami, mając w głowie jedynie obraz odnajdującego w tej kompromitacji pozytywne aspekty Roya. Dzisiaj klękają przed nami potężni, na Stamford wręcz walą głową w mur z niezrozumienia, a my dalej gonimy stawkę. Absolutnie nie mam o to pretensji do drużyny, ale rywalizacja w lidze angielskiej zaczyna mi przypominać wspomniane przed chwilą walenie głową w mur. Co jeszcze Liverpool musi zrobić, żeby być, dajmy na to, na 3. miejscu? Wygrywać u siebie. Ogrywać słabiaków. Nic nowego. Ale przecież nie gramy źle. Na litość boską, gramy naprawdę fajny futbol, a momentami wręcz świetny dla oka, a mimo to dalej grzęźniemy na tym przeklętym szóstym czy siódmym miejscu. Świetna defensywa, niezła pomoc, nie za dobra skuteczność. Trochę na opak, ale bywało gorzej. Przydałoby się więcej goli, a czasem strzelić te trzy na mecz, żeby poprawić sobie statystyki i nie kalkulować wiecznie, jak chociażby ja sam, patrząc na wyniki Arsenalu.
I na koniec tego deszczowego, posępnego felietonu lista strzelców Liverpoolu w ostatnich meczach: Johnson, Maxi razy dwa, Kelly, Adam po rykoszecie Lescotta. Wszystko fajnie, ale kiedy zaczną trafiać nasi napastnicy?
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Baca101; 05.12.2011; 20:06
@adam82080 Absolutnie się z Tobą zgadzam. Cała uroda Premier League to właśnie jej nieprzewidywalność i walka. Są emocje! I takie kibicowanie może się podobać. Bo będąc kibicem realu czy barcelony tak naprawdę jedynym ciekawym i niepewnym meczem jest El Classico. To jest właśnie cała uroda kibicowanie LFC :)
adam82080; 05.12.2011; 19:38
jeżeli angielska tak by wyglądała cały czas to wątpię żebym teraz kibicował LFC gdyż ta liga była by nudna i dlatego nie lubię hiszpańskiej lubię kalkulowac np. niech cfely i arsenal przegrają i wtedy musimy wygrac z newcastle i ich miniemy



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





