Aktor, reżyser, a przede wszystkim wielki fan Liverpoolu, David Morrissey odpowie na pytania dotyczące jego miłość do LFC.
Kiedy po raz pierwszy obejrzałeś mecz na Anfield?
To był mecz przeciwko QPR w 1997 roku. Wygraliśmy wtedy 3-1. Pamiętam, że byliśmy wtedy na The Kop i przed nami był Stan Bowles. Bowles skończył i zaczął machać w naszą stronę. Pamiętam teraz, że Kop było dla mnie w pewnym sensie jak przedstawienie w teatrze z 22 tys. widownią.
Jakie jest Twoje najlepsze wspomnienie związane z The Reds?
To musi być oczywiście Stambuł. Byłem tam razem z synem Albiem i pamiętam, że drużyna przegrywała do przerwy 0-3. Myślałam wtedy o najgorszym, ale Albie był nieugięty. Reszta to już historia, ale to była wielka adrenalina. To cudowne, że mogłem być tam razem z synem. Miło wspominam także finał FA Cup, gdzie graliśmy z Arsenalem. Wygraliśmy wtedy 2-1. Na początku było jak w 2005 roku. Albie, jak i większość jego przyjaciół kibicowali Arsenalowi. Wtedy Michael Owen wygrał dla nas ten mecz w pojedynkę.
Liverpool przez wiele lat był ikoną futbolu, ale jakbyś miał wybrać najlepszy okres, to który by to był?
Trudno powiedzieć, ale chyba sezon 87-88. Grał wtedy Kenny, Barnes, Beardsley i Aldridge. To co wyprawiali na boisku było wspaniałe. Nie było mnie wtedy na miejscu, bo podróżowałem po świecie, ale wspaniale było odnieść się do tego co się działo tutaj.
Kto według Ciebie jest legendą Liverpoolu?
Kenny Dalglish. Pamiętam jak byłem zaniepokojony, kiedy odszedł Kevin Keegan, ale poszukiwania zawodnika zostały zakończone i Dalglish przybył do klubu. Jednym z najwspanialszym prezentów, był ten który podarował mi Jimmy Nesbitt, z którym wcześniej też pracowałem. Wręczył mi zdjęcie Dalglisha w ramce, które obecnie wisi u mnie w biurze.
Kto obecnie jest Twoim ulubionym zawodnikiem?
Dirk Kuyt. Uwielbiam go oglądać. Nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że Steven Gerrard jest niesamowity, tak samo jak Jamie Carragher, ale podziwiam postawę Kuyta. Ktoś taki jak Steven i Jamie zawsze będą doceniani, bo wychowali się tutaj i Liverpool mają w sercu od zawsze. Dla zagranicznego piłkarza zawsze jest trudniej się przystosować. To co zrobił Kuyt jest naprawdę godne podziwu.
Jeśli ktoś miałby zrobić film o klubie i jego historii, kto miałby w nim zagrać?
Shankly mnie fascynuje. Jest niesamowity. Spełniony zawodowo i dobrze się orientuje w takich sprawach. Być może on. Ten szczególny okres czasu był przełomowy w naszej historii, tak jak i w historii Shanklya i Paisleya. Jest to na pewno opowieść warta produkcji.
Zdarza się tak, że nie możesz przychodzić na mecze tak często jak chcesz, z powodu pracy?
Tak, bardzo często. Zwłaszcza, że mecze odbywają się w takich, a nie innych terminach. Trudno jest być tak daleko od Liverpoolu. Chciałbym tu być tak często, jak tylko mogę.
Grasz w futbol?
Byłem bramkarzem i trochę ćwiczyłem z chłopcami z drużyny. W zeszłym roku graliśmy mecz i prawie złamałem nogę. Teraz już nie mam na to czasu. Ale mój brat gra, mimo, że ma już 53 lata.
Grasz rolę z MacBetha, gdzie dwójka ludzi uparcie walczy o władzę, na skutek czego prowadzi to do ich upadku. Czy historia nie brzmi znajomo?
Te dwie osoby były bardzo próżne. Nie zwracali uwagi na ludzi i kibiców, co doprowadziło do upadku. Próżność i chciwość to cechy jak najbardziej szekspirowskich dzieł.
Od czasu, gdy Fenway Sports Group przejęli klub, wszystko idzie do przodu. Trzeba też podjąć decyzję w sprawie budowy nowego stadionu lub renowacji obecnego. Co o tym myślisz?
Jestem trochę rozdarty. Jeśli klub ma stwarzać konkurencję, musi wydać dużo pieniędzy. Najlepszym rozwiązaniem byłaby przebudowa obecnego stadionu. Koszty za bilety musiały by być takie, aby kibiców było na nie stać. Jestem pewien, że takie rozwiązanie byłoby dobre.
Na koniec, jaka jest Twoja mistrzowska jedenastka?
Grobbelaar, Neal, Hansen, Lawrenson, Kennedy, Souness, Gerrard, Beardsley, Dalglish, Rush, Fowler
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Brak komentarzy



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





