Dziś jest środa, 23 maja 2012 roku
osób przebywających w serwisie: 20
liverpolish; 2012-01-25 21:27:38; Liverpool ECHO

Liverpool – Man Utd: Niech to będzie dzień pasji a nie jadu

A A A

Oczy piłkarskiego świata będą zwrócone na Anfield od 12.45 tej soboty, gdy Liverpool FC będzie gościł Manchester United w Pucharze Anglii – spotkanie, które nigdy nie jest dla bojaźliwych.

Lecz ten mecz jest inny. Stawką jest coś znacznie większego i ważniejszego niż miejsce w piątej rundzie rozgrywek – dobre imię Liverpool Football Club i samego miasta Liverpool.

Nie łudźcie się, w tym kraju jest wielu ludzi -  którzy z radością skrytykują nasze miasto przy każdej nadarzającej się okazji – którzy będą z radością zacierać dłonie.

Będą się rozkoszować perspektywą sobotniego spotkania – nie z powodu tego, że dwa światowej sławy kluby mogą stworzyć wspaniałe widowisko, ale ponieważ mają nadzieję, że doprowadzi to do pojawienia się niszczących wiadomości w czołówkach gazetach przez wiele dni.

Oczekują oni festiwalu nienawiści i dnia popisu dla rasistów – i będą ogromnie zawiedzeni, jeśli mecz nie utonie w kontrowersji i wrogości.

Ale prawdziwi kibice Liverpoolu mają wyśmienitą szansę, by zabłysnąć w sobotę – szansę by pokazać, że są zwycięzcami spoza murawy swym głośnym dopingiem prowadzącym ich bohaterów do zwycięstwa.

I korzystając z tej okazji będą mogli uciszyć tych wszystkich nienawidzących Liverpoolu, którzy oczekują by ponownie dokopać klubowi i miastu.

Niektórzy fani mogą wierzyć, że mogą znaleźć pokusę, gdziekolwiek spojrzą – na boisku lub na trybunie Anfield Road End.

Ale musi to zostać zignorowane.

Gdy odbyło się losowanie, komentatorzy od razu przywołali wydarzenia z czołówek mediów, które miały miejsce na Anfield w sobotę 15 października – kiedy Luis Suarez starł się z Patricem Evrą – oraz z 6 stycznia, które doprowadziły Liverpool FC do przeprosin, po tym jak obrońca Oldham Athletic, Tom Adeyemi został rzekomo obrażony na tle rasowym przez fana z the Kop.

Gdy nadejdzie sobota, Patrice Evra pojawi się znowu na murawie Anfield. I co z tego ? Nie będzie grał dla Liverpoolu, więc kogo to obchodzi ?

Na co wszyscy fani na Anfield powinni być uczuleni, to aby żadna narwana osoba, której usta są większe od mózgu, nie poczuła chęci do znieważania, co może wciągnąć jego lub jej klub w tarapaty.

Trwa dochodzenie w sprawie incydentu z Tomem Adeyemi, po tym jak aresztowano i wypuszczono za kaucją 20-letniego mężczyznę z Aintree -  i dumny i przyzwoity klub i miasto nie mają ochoty na podobne serie stresujących i niepokojących pomeczowych newsów.

Można wybaczyć oficerom policji w Merseyside i stewardom Liverpoolu, będącym na służbie w tą sobotę, że schowali głowę w piasek, gdy tamten mecz miał miejsce.

Ale kibice Liverpoolu mogą pomóc sobie, swojemu klubowi i miastu dając od siebie coś, co zapewni, że będą mieć spokojne i wolne od incydentów popołudnie.

Niech ten dzień będzie łatwy dla policji, stewardów i klubu Liverpool – i ciężki dla odosobnionych idiotów, którzy bazują na socjalnej dysharmonii, nienawiści i fanatyzmie, jak i dla tych którzy z radością starli by nasze miasto z mapy.

Niech ten dzień będzie dniem pasji a nie jadu. Niech ten dzień będzie dniem, gdy Liverpool FC otrzyma pomoc a nie kłopoty od swego dwunastego zawodnika.

Zbyt często w życiu zachowania pojedynczych, smutnych i żałosnych osób mogą zrujnować radość  większości – ale na w sobotę na Anfield nie powinno być miejsca dla takich wypaczonych osobowości.

Oczywiście będzie miało miejsce nieprawdopodobne napięcie na boisku jak i poza nim, ale nie ma powodu, aby energia ta nie miała być pozytywną zamiast negatywnej.
Piłka nożna posiada niezwykłą moc. Może sprawić, że normalni i sensowni fani zmienią się w irracjonalnych głupców – i co najgorsze, ma nawet  możliwość transformacji rozsądnych liberałów w ślepych fanatyków.

Ilu z nas może powiedzieć, że nie czuje się szczerze zawstydzonych z powodu rzeczy, które wykrzyczeliśmy czy czuliśmy podczas meczu ?

Piłka, czy to lubimy czy nie,  jest sportem plemiennym. Ale przynależność plemienna może być siłą dobra – tak długo jak jak klubowi fanatycy spożytkują swą energię raczej na dopingowaniu swej drużyny niż koncentrowaniu się na graczach czy fanach przeciwnika.

Jedynymi zawodnikami godnymi zainteresowania dla fanów Liverpoolu w sobotę powinni być ci w czerwonych strojach.

Lata temu – począwszy od dni Billa Shankly’ego i Rona Yeatsa poprzez Kenny’ego Dalglisha i Stevena Gerrarda – trenerzy i gracze Liverpoolu zbierali pochwały za armię z Anfield i jej odgrywanie roli w zapewnianiu ciężko wywalczonych zwycięstw.

W międzyczasie, dla niezliczonych trenerów i graczy rywali było niemożliwym nie ulec i nie zadławić często przytłaczającym doświadczeniem Anfield.

Nie ma powodu, aby podobne zdarzenie nie miało miejsca w tym tygodniu.

Pozytywy muszą pokonać negatywy. Nie mogą mieć miejsca odchylenia i zakłócenia – żadne nieprzyjemne i niepotrzebne atrakcje zdolne poniżyć i zniszczyć wielki klub i wielkie miasto.

Nie dajmy naszym krytykom powodów których pragną. Liverpool FC może zostać zwycięzcą na boisku – i co bardziej istotne, jego fani również poza nim.

Zobacz także

Louis van Gaal nowym dyrektorem sportowym? Kelly powołany do kadry Anglii Liverpool nie kontaktował się z Capello i Deschampsem

Dodaj komentarz


Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Komentarze

kamil_db; 25.01.2012; 23:35
Jesli chodzi o Evre to bedzie cos wiecej niz dzien jadu:)

Projekt: Bartosz Bunikowski; Kodowanie i podpięcie: QSky.pl Copyright (c) 2009-2012 by LFCPoland.com.
LFCPoland.com na Facebooku