Oczy piłkarskiego świata będą zwrócone na Anfield od 12.45 tej soboty, gdy Liverpool FC będzie gościł Manchester United w Pucharze Anglii – spotkanie, które nigdy nie jest dla bojaźliwych.
Lecz ten mecz jest inny. Stawką jest coś znacznie większego i ważniejszego niż miejsce w piątej rundzie rozgrywek – dobre imię Liverpool Football Club i samego miasta Liverpool.
Nie łudźcie się, w tym kraju jest wielu ludzi - którzy z radością skrytykują nasze miasto przy każdej nadarzającej się okazji – którzy będą z radością zacierać dłonie.
Będą się rozkoszować perspektywą sobotniego spotkania – nie z powodu tego, że dwa światowej sławy kluby mogą stworzyć wspaniałe widowisko, ale ponieważ mają nadzieję, że doprowadzi to do pojawienia się niszczących wiadomości w czołówkach gazetach przez wiele dni.
Oczekują oni festiwalu nienawiści i dnia popisu dla rasistów – i będą ogromnie zawiedzeni, jeśli mecz nie utonie w kontrowersji i wrogości.
Ale prawdziwi kibice Liverpoolu mają wyśmienitą szansę, by zabłysnąć w sobotę – szansę by pokazać, że są zwycięzcami spoza murawy swym głośnym dopingiem prowadzącym ich bohaterów do zwycięstwa.
I korzystając z tej okazji będą mogli uciszyć tych wszystkich nienawidzących Liverpoolu, którzy oczekują by ponownie dokopać klubowi i miastu.
Niektórzy fani mogą wierzyć, że mogą znaleźć pokusę, gdziekolwiek spojrzą – na boisku lub na trybunie Anfield Road End.
Ale musi to zostać zignorowane.
Gdy odbyło się losowanie, komentatorzy od razu przywołali wydarzenia z czołówek mediów, które miały miejsce na Anfield w sobotę 15 października – kiedy Luis Suarez starł się z Patricem Evrą – oraz z 6 stycznia, które doprowadziły Liverpool FC do przeprosin, po tym jak obrońca Oldham Athletic, Tom Adeyemi został rzekomo obrażony na tle rasowym przez fana z the Kop.
Gdy nadejdzie sobota, Patrice Evra pojawi się znowu na murawie Anfield. I co z tego ? Nie będzie grał dla Liverpoolu, więc kogo to obchodzi ?
Na co wszyscy fani na Anfield powinni być uczuleni, to aby żadna narwana osoba, której usta są większe od mózgu, nie poczuła chęci do znieważania, co może wciągnąć jego lub jej klub w tarapaty.
Trwa dochodzenie w sprawie incydentu z Tomem Adeyemi, po tym jak aresztowano i wypuszczono za kaucją 20-letniego mężczyznę z Aintree - i dumny i przyzwoity klub i miasto nie mają ochoty na podobne serie stresujących i niepokojących pomeczowych newsów.
Można wybaczyć oficerom policji w Merseyside i stewardom Liverpoolu, będącym na służbie w tą sobotę, że schowali głowę w piasek, gdy tamten mecz miał miejsce.
Ale kibice Liverpoolu mogą pomóc sobie, swojemu klubowi i miastu dając od siebie coś, co zapewni, że będą mieć spokojne i wolne od incydentów popołudnie.
Niech ten dzień będzie łatwy dla policji, stewardów i klubu Liverpool – i ciężki dla odosobnionych idiotów, którzy bazują na socjalnej dysharmonii, nienawiści i fanatyzmie, jak i dla tych którzy z radością starli by nasze miasto z mapy.
Niech ten dzień będzie dniem pasji a nie jadu. Niech ten dzień będzie dniem, gdy Liverpool FC otrzyma pomoc a nie kłopoty od swego dwunastego zawodnika.
Zbyt często w życiu zachowania pojedynczych, smutnych i żałosnych osób mogą zrujnować radość większości – ale na w sobotę na Anfield nie powinno być miejsca dla takich wypaczonych osobowości.
Oczywiście będzie miało miejsce nieprawdopodobne napięcie na boisku jak i poza nim, ale nie ma powodu, aby energia ta nie miała być pozytywną zamiast negatywnej.
Piłka nożna posiada niezwykłą moc. Może sprawić, że normalni i sensowni fani zmienią się w irracjonalnych głupców – i co najgorsze, ma nawet możliwość transformacji rozsądnych liberałów w ślepych fanatyków.
Ilu z nas może powiedzieć, że nie czuje się szczerze zawstydzonych z powodu rzeczy, które wykrzyczeliśmy czy czuliśmy podczas meczu ?
Piłka, czy to lubimy czy nie, jest sportem plemiennym. Ale przynależność plemienna może być siłą dobra – tak długo jak jak klubowi fanatycy spożytkują swą energię raczej na dopingowaniu swej drużyny niż koncentrowaniu się na graczach czy fanach przeciwnika.
Jedynymi zawodnikami godnymi zainteresowania dla fanów Liverpoolu w sobotę powinni być ci w czerwonych strojach.
Lata temu – począwszy od dni Billa Shankly’ego i Rona Yeatsa poprzez Kenny’ego Dalglisha i Stevena Gerrarda – trenerzy i gracze Liverpoolu zbierali pochwały za armię z Anfield i jej odgrywanie roli w zapewnianiu ciężko wywalczonych zwycięstw.
W międzyczasie, dla niezliczonych trenerów i graczy rywali było niemożliwym nie ulec i nie zadławić często przytłaczającym doświadczeniem Anfield.
Nie ma powodu, aby podobne zdarzenie nie miało miejsca w tym tygodniu.
Pozytywy muszą pokonać negatywy. Nie mogą mieć miejsca odchylenia i zakłócenia – żadne nieprzyjemne i niepotrzebne atrakcje zdolne poniżyć i zniszczyć wielki klub i wielkie miasto.
Nie dajmy naszym krytykom powodów których pragną. Liverpool FC może zostać zwycięzcą na boisku – i co bardziej istotne, jego fani również poza nim.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
kamil_db; 25.01.2012; 23:35
Jesli chodzi o Evre to bedzie cos wiecej niz dzien jadu:)



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





