Dziś jest środa, 23 maja 2012 roku
osób przebywających w serwisie: 12
Karol; 2012-01-24 14:37:42; Liverpool ECHO

Hamann opowiada o meczu w Stambule i nie tylko

A A A

Didi Hamann obawiał się, że jego piłkarska kariera mogła się zakończyć. Pominięty w pierwszej jedenastce the Reds w finale Ligi Mistrzów z AC Milanem w sezonie 2004/05, pomocnik siedział na ławce rezerwowych, podczas gdy Włosi demolowali jego ówczesną drużynę.

 

Jego kontrakt kończył się wraz z tym spotkaniem, a Rafa Benitez oznajmił, iż nie są prowadzone rozmowy nt. przedłużenia. Niemiec werbalnie oświadczył, że przejdzie do Boltonu Wanderers.

 

Co stało się później z legendą? Benitez zwrócił się do Hamanna w przerwie spotkania, aby wszedł na boisko i zainspirował innych do największego comebacku w historii.

 

W swojej nowej książce ‘The Didi Man: My Love Affair with Liverpool’, "Kaiser" porównuje emocje w Stambule do tych na rollercoasterze. Opisuje również rzuty karne z własnej perspektywy jak i celebrowanie zwycięstwa z ówczesnym prezesem Liverpoolu, Davidem Mooresem.

 

- Rafa szedł dość spokojnie. Spojrzał na mnie. 'Kaiser, przygotuj się, wchodzisz'. Błyskawicznie zdjąłem dres i wynurzyłem głowę na murawę, aby rozgrzać się w trakcie przerwy - powiedział Hamann. - I tam byłem ja, stojąc na środku stadionu Ataturk, pełen myśli. Przyszło mi do głowy wiele lepszych pomysłów innych miejsc, gdzie chciałbym wtedy być. Kibice Liverpoolu mieszali rozpacz, szok i nadzieję równocześnie. Żyli wtedy przy pieśni 'You'll never walk alone' mając nadzieję, że to podniesie ich piłkarzy.

 

- Moje myśli skupiały się do tego, aby strzelić pierwszą bramkę, aby był to zalążek powrotu do gry. Jeśli byśmy kontynuowali grę z pierwszej odsłony, doprowadzilibyśmy do upokorzenia, a fani by na tego nigdy nie wybaczyli.

 

- Myślałem, że jeśli zostawilibyśmy na boisku walkę, zdołaliby nam wybaczyć, a jeśli zdobylibyśmy gola, byłoby to już coś. Nie tak wyobrażałem sobie mój ostatni mecz w barwach Liverpoolu.

 

- Zabezpieczyłem tyły na środku, co dało Steviemu Gerrardowi więcej okazji do gry z przodu. Jeśli, ktoś miałby szansę na dokonanie czegoś, jedyną osobą byłby Steven. Po dośrodkowaniu Riise, umieścił piłkę głową w prawym rogu bramki. Inspirujący kapitan napisał pierwszy akapit historii.

 

 

Valdimir Smicer zmniejszył przewagę Milanu na jedną bramkę, a Xabi Alonso doprowadził do remisu. Jednak, więcej bólu w dogrywce, nikt nie uświadczył niż Didi.

 

Kontynuował: - 5 minut przed końcem regulaminowego czasu gry, poczułem lekki ból w nodze. Później dowiedziałem się, że mam złamaną kość śródstopia. Bolało na pewno, ale nie miałem wątpliwości, nie w takim meczu, chciałem zostać.

 

- Okres pomiędzy ostatnim gwizdkiem a rzutami karnymi trwał około 6 minut. Rafa podszedł do mnie i zadał pytanie: 'Chcesz strzelać jedenastkę?'. Miałem złamaną kość w nodze, Rafa oczywiście o tym nie wiedział, ale nic mu o tym nie powiedziałem i bez wątpliwości odpowiedziałem 'Tak'.

 

- Kilka minut później Rafa wrócił do mnie i powiedział 'Strzelasz pierwszy'. To były inspirujące słowa. Nie wiedziałem, w który róg strzelać. Nie byłem tak naprawdę wykonawcą rzutów karnych. Podjąłem się tylko kilku w mojej karierze, jeden przestrzeliłem, w finale Pucharu Ligi z Birmingham.

 

- Jednak, byłem gotów wstać i nie zawieść zespołu. Pomyślałem, że Milan czuje się źle psychicznie, a dobry początek w tej loterii byłby dla nas kluczowy.

 

Hamann trafił, a kiedy Jerzy Dudek obronił karnego Andriy'a Shevchenko, impreza się zaczęła.

 

- Ta noc, jeden moment podsumował rzeczywisty związek pomiędzy graczami Liverpoolu a kibicami - dodaje Didi.

 

- Fani nie byli prostymi ludźmi, którzy pomogli zwiększyć wynagrodzenie piłkarzom, byli oni częścią rodziny Liverpool.

 

- Zawodnicy dziękowali Jerzemu za wspaniałe umiejętności oraz kibicom w taki sposób, jak matka wita syna po wojnie, uznanego wcześniej za zmarłego.

 

- To nie był przypadek nasz, zawodników, celebrujących dla naszych fanów. Świętowaliśmy razem. Byliśmy jednością. To było nasze zwycięstwo, wszystkich nas razem.

 

- Wszystko to jest w mojej pamięci. Na boisku celebrowaliśmy może z godzinę. Mecz zakończył się o 00:30 czasu lokalnego, więc około 1:30 wróciliśmy do szatni.

 

- Po tym wszystkim, w szatni każdy siedział dosyć cicho. Panowała dziwna, spokojna atmosfera.

 

- Siedziałem, rozmyślając przez moment, kiedy zobaczyłem prezesa Liverpoolu, Davida Mooresa wchodzącego do szatni. Na jego twarzy widniał duży uśmiech, a łzy spływały po policzkach.

 

- Chodził po całym pomieszczeniu i składał gratulacje, a kiedy natrafił na mnie powiedziałem do niego 'prezesie, czy możemy się zobaczyć na osobności?'. Poszliśmy w kierunku pryszniców.

 

- Stał za mną w łazience, nieco zakłopotany, ale tolerował moje dziwne zachowanie. Staliśmy się kolegami, bo łączyło nas coś. Jako jedyni w klubie, paliliśmy. Powiedziałem mu 'prezesie, proszę o jednego papierosa, szybko', a on patrzył na mnie jakbym chciał, aby Milan zabrał puchar do Włoch. 'Ale Kaiser' powiedział, czuliśmy się jak niegrzeczni szkolni chłopcy, 'Nie mogę tego zrobić. Co jeśli wszedłby Rafa?'.

 

- Niewiarygodne. Prosiłem o papierosa cichym głosem, bo naprawdę chciałem zapalić. 'Prezesie!' powiedziałem 'prowadzisz ten ****** klub. Pamiętasz? Jeśli ktoś wejdzie, odpowiesz mu 'Kaiser chciał papierosa, ok?'.'

 

- Zgodził się niechętnie i wyciągnął paczkę papierosów. W końcu wszedłem do kabiny prysznicowej, a prezes również zapalił. Oboje patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem, a popiół złączony z łzami spadał na podłogę.

 

- Nie padło ani jedno słowo. Dlatego, że żadne słowo nie opisałoby tego, co wtedy oboje czuliśmy.

 

Hamann opowiedział również o tym, jak odrzucił ofertę Davida Moyesa i możliwość transferu do Evertonu.

 

Didi szukał klubu latem 2006 roku.

 

Powiedział Niemiec: - Zadzwonił do mnie ktoś z lekkim, szkockim akcentem, brzmiącym znajomo. Powiedział 'Didi. Tu David Moyes. Chciałbym, żebyś przeszedł do Evertonu.'

 

- Co? To było trudne. Mam wiele szacunku do Davida Moyesa, myślę, że jest dobrym managerem. Zawsze cieszyłem się meczami z Evertonem.

 

- Bardzo chciałem zagrać dla Davida Moyesa. Problemem był jednak Everton. Miałem wiele myśli w głowie, ale mój wewnętrzny instynkt odrzucał możliwość przejścia.

 

- 'Moysie' powiedziałem. 'Chciałbym zagrać dla ciebie, ale chciałbym być również dostępny dla Liverpoolu w przyszłości. Za pięć czy dziesięć lat chcę tam wrócić i być traktowany jako jeden z członków tej rodziny.'

 

- Jeśli grałbym dla Evertonu, mógłbym wrócić, ale uczucia były dość inne. Mógłbym zagrozić mojej relacji z klubem, który kocham.

 

- Naprawdę nie chciałem narażać tej relacji po roku czy dwóch. Wszelkie sprawy byłyby inaczej traktowane, jeśli włożyłbym na siebie koszulkę Evertonu. David Moyes zrozumiał to. Mimo wszystko, schlebiał mi, możliwością gry pod takim managerem.

 

Hamann mówi również, że czuje się 'Bawarskim Scouserem' oraz o swojej miłości do tego klubu.

 

- Od czasu przyjścia do tego klubu, poczułem dziwne ciarki po całym ciele - dodaje.

 

- Zostałem przywitany przez wielu ludzi. Czułem podekscytowanie wieloma trofeami czy pieśniami. Znajdowałem się w specjalnym okresie historii Liverpool Football Club, dlatego ten czas zostanie ze mną do końca życia.

 

- W miarę upływu lat, Liverpool stał się częścią mnie, a ja mam nadzieję, że stałem się i częścią Liverpoolu.

 

- To był, jest i wierzę, że będzie prawdziwy romans. Pasjonujący, ognisty i trwały związek z niesamowitym klubem piłkarskim, z niespotykanym miastem i niezwykłymi ludźmi.

 

- Na początku związałem się z miejscowymi chłopakami i wciąż pozostaliśmy wielkimi przyjaciółmi.

 

- Michael Owen, Steven Gerrard, Robbie Fowler i Jamie Carragher natychmiast podeszli do mnie i szybko posób patrzenia na świat przez Scouserów, przeniknął przez moje pory.

 

- Wiedziałem, że urodziłem się w Niemczech, wiedziałem, że byłem Niemcem i byłem dumny, kontynuowania gry dla mojego kraju. Jednak coś przeze mnie sączyło. To był taki element, który uświadamiał mi, że czuje się Anglikiem.

Zobacz także

Louis van Gaal nowym dyrektorem sportowym? Kelly powołany do kadry Anglii Liverpool nie kontaktował się z Capello i Deschampsem

Dodaj komentarz


Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Komentarze


Brak komentarzy

Projekt: Bartosz Bunikowski; Kodowanie i podpięcie: QSky.pl Copyright (c) 2009-2012 by LFCPoland.com.
LFCPoland.com na Facebooku