Dziś jest wtorek, 22 maja 2012 roku
osób przebywających w serwisie: 34
liverpolish; 2012-01-29 19:53:59; Daily Telegraph

Dalglish może wykorzystać puchary, aby odnaleźć Świętego Graala

A A A

Kenny Dalglish może wykorzystać puchary, aby odnaleźć swego Świętego Graala – chwałę dla Anfield.


Kenny Dalglish w ciągu minionych 7 dni przebył drogę od gwizdów do ponownego wywołania na scenę dla aplauzu. Tydzień temu umiejętności Dalglisha zostały poddane analizie po porażce z Boltonem.

Tydzień później menadżer Liverpool jest w finale Carling Cup po pokonaniu Manchesteru City i w ostatniej szesnastce Pucharu Anglii, po wyeliminowaniu ich największych rywali Manchesteru United na Anfield. Jeden tydzień. Całkowity zwrot.

Tydzień temu w mediach dominowały wiadomości o spadającej koronie Króla Kenny’ego, o słabej serii i zaledwie sześciu punktach w sześciu meczach w Premier League. Były to dni próby dla Dalglisha. Jego styl prowadzenia zespołu został poddawany w wątpliwość. Jego transfery zakwestionowane. On sam miał zastrzeżenia do postawy swoich graczy na Reebok Stadium.

Dobrzy trenerzy reagują prowokując reakcję wśród swych zawodników, i jego słowa warte są zrewidowania, ponieważ pozwalają zrozumieć Dalglisha oraz to jak Liverpool odrodził się w tym sezonie. Ciężko dyskredytować teraz Dalglisha, kiedy jego droga na Wembley wiedzie dwupasmówką.

- Tworzenie klubu piłkarskiego zawsze buduje się na szacunku dla innych ludzi, na filozofii, że następny mecz jest tym najważniejszym, nie drugi czy trzeci w kolejności – zauważył na Boltonie Dalglish, wysyłając przesłanie do swej szatni.

- Jeśli myśleli, że mogą wyjść i uzyskać rezultat nie doceniając wysiłku przeciwnika i bez odpowiedniego poświęcenia, to dziś dostali lekcję. Jeśli to było to, czym jest problem, jeśli myśleli, że to spotkanie nie było tak ważne jak następne, to w porządku – ale nie będą tu już dłużej.

To było więcej, niż wymowna wersja „bierzcie każdy mecz takim jaki jest”. To było wezwanie do bitwy, wyzwanie dla profesjonalizmu graczy. Dalglish przypomniał swym podopiecznym o ich obowiązkach dla klubu piłkarskiego Liverpool FC, o ważności podtrzymywania tradycji ustanowionych przez Billa Shankly’ego.

Choć został kupiony przez Boba Paisley’a w 1977 roku, powiązania Dalglisha z Liverpoolem sięgają wstecz do roku 1966, kiedy Shankly dał nieśmiałemu nastolatkowi okazję do sprawdzenia się. Dołączając do Liverpoolu, Dalglish natychmiast złożył wizytę Shankly’emu, który podsumował relacje między zawodnikami i klubem, omawiając kontuzję kolana Tommy’ego Smitha:
- Zdejm ten bandaż, i co masz na myśli mówiąc twoje kolano? To jest kolano Liverpoolu!

Zaszczyt bycia czonkiem Liverpoolu pojawił się również w słowach Paisley'a.
- Ten klub jest moim życiem – zauważył kiedyś Paisley.
- Wyszedłbym zamiatać ulice i był dumny móc robiąc to dla Liverpool FC, jeśli poprosiliby mnie o to.

Przywiązanie do zespołu jest tym, co Dalglish wciela w życie, czego oczekuje i wymaga. Nie widział tego na Reebok Stadium. Jego ostre słowa były uważane również za krytykę nowo zakupionych zawodników. Andy Carroll, zawodnik za 35 mln funtów, słabo się spisywał od kiedy przybył z Newcastle United. Dalglish zostawił napastnika na ławce, w meczu przeciwko City w środku tygodnia, zamiast tego dając Craiga Bellamy’ego, co było decyzją jak najbardziej słuszną, gdyż Walijczyk poprowadził Liverpool na Wembley.

Dalglish przywrócił Carrolla do pierwszego składu wczoraj, wiedząc, że środkowi pomocnicy United, Chris Smalling i Jonny Evans mogą zostać pokonani w powietrznych pojedynkach (i także dlatego, że Bellamy miałby problem z zagraniem w trzech meczach pod rząd).

Carroll usprawiedliwił swoją selekcję, ciężko pracując na swej izolowanej pozycji. W trzech okazjach w pierwszej połowie wracał również z powrotem w stylu Iana Rusha, by likwidować w zarodku ataki United.

Taktyka Dalglisha się opłaciła. Obecność Carrolla rozproszyła Davida de Gea i po rzucie rożnym wykonanym przez Stevena Gerrarda, Daniel Agger zdobył głową prowadzenie dla Liverpoolu. Po wyrównaniu przez Park Ji-Sunga, Carroll trącił piłkę do Dirka Kuyta, który zdobył zwycięską bramkę. Prawie strzelił na 3-1 po mocnej główce, która trafiła w poprzeczkę. Gdy widowisko się zakończyło, nie było to jak występ Alana Shearera przeciwko Holandii w ’96, ale krok Carrolla w pożądanym kierunku.

Zwycięstwo wciąż ukrywa mankamenty. Drużyna Dalglisha została zdominowana przez znaczące okresy czasu, szczególnie, gdy piłka była w magicznym posiadaniu majestatycznego Paula Scholesa. Liverpool był zbyt głęboko cofnięty, niemal zapraszając United do zbudowania przed nimi sceny. Jamiemu Carragherowi brakowało ruchliwości w roli powstrzymującego pomocnika. Trzeba również wspomnieć Jose Enrique, tak dobrego w parciu naprzód, zaskoczonego w defensywie przez świetnego Rafaela, który wystawił Parkowi piłkę do strzału.

Słysząc Dalglisha łajającego swych graczy na Reebok Stadium, krytycy Szkota zastanawiali się czy ryzykował on utratę ich szacunku. Nonsens. Jego więź z zawodnikami jest silna. W dresie i sportowych butach Dalglish stał przez większość wczorajszego spotkania, patrolując strefę techniczną, dzieląc ze swoim zespołem zmieniające się emocje. W jednym momencie wezwał Gerrarda na rozmowę. Gdy wycofał Gerrarda 18 minut przed końcem, respekt pomiędzy kapitanem i trenerem był oczywisty.

Zmiany Dalglisha pomogły Liverpoolowi odzyskać inicjatywę. Charlie Adam pojawił się w środku pola po godzinie, pozwalając Gerrardowi przesunąć się do przodu, podczas gdy Dirk Kuyt zastąpił Carraghera dając Liverpoolowi więcej impetu. Potem Bellamy wszedł za Gerrarda, który wciąż powraca do swej ostrości i witalności po długo trwającej przerwie spowodowanej kontuzją. Liverpool przesunął się naprzód, ostatecznie zdobywając gola dzięki Kuytowi. Dalglish był typowo skromny mówiąc po meczu o zmianach, stwierdziwszy, że gdyby Kuyt zaczął od początku, Liverpool mógłby wygrać „w pierwszej połowie”.

Kiedy Holender strzelił przed końcem spotkania, Dalglish wzniósł radośnie ramiona, przywołując te lata, gdy celebrował jedną z wielu bramek przed the Kop. Ulga z pewnością zmieszała się z adrenaliną.

Dalglish czasami kroczył przez burzę w tym sezonie, nie potrafiąc odpowiednio się zachować po incydencie z Luisem Suarezem obrażąjącym Patrice’a Evrę. Jednak podczas tego tygodnia Dalglish był uosobieniem dyplomacji, apelując o spokój. Niestety, Evra został wygwizdany przez fanów Liverpoolu.

Po meczu, Dalglish mógł zająć się spoglądaniem w przyszłość a nie przeszłość, chwaląć kibicow obu drużyn. Dalglish ma wiele do zobaczenia w przyszłości, nie tylko na drodze do Wembley.

Zobacz także

Odliczanie czas zacząć! Lille chce zatrzymać Cole'a Deschamps nie chce opuszczać Marsylii

Dodaj komentarz


Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Komentarze

Justyna; 30.01.2012; 09:41
Trzeba dać Królowi czas na zrealizowanie wszystkich jego założeń. Osiągnięcie finału CC to już jest jakiś postęp. Zespół pokazał, że potrafi zagrać dobre spotkania, a wpadki w lidze... to taka powolna tradycja, która miejmy nadzieje stopniowo ulegnie zmianie.

Projekt: Bartosz Bunikowski; Kodowanie i podpięcie: QSky.pl Copyright (c) 2009-2012 by LFCPoland.com.
LFCPoland.com na Facebooku