Damien Comolli wytłumaczył dzisiaj, dlaczego wierzy w zwycięstwo Liverpoolu w Carling Cup na podstawie ostatnich dwunastu miesięcy.
Dyrektor Liverpoolu wytłumaczył, po długiej rozmowie, redakcji LFC.tv, dlaczego pokłada nadzieje w tym spotkaniu.
Comolli wyjaśnia, dlaczego wygrana w finale Carling Cup będzie miała duży wpływ na rozgrywki FA Cup oraz wyniki w lidze.
Dyrektor Liverpoolu wyjaśni również emocje właścicieli Liverpoolu – Toma Warnera i Johna Henry’ego i dlaczego ujrzenie trofeum Ligii Mistrzów w rękach Gerrarda jeszcze bardziej zaostrzyło jego apetyt na finał Carling Cup.
Jaki panuje nastrój na Melwood przed finałem?
Nastrój jest bardzo, bardzo dobry. Wydaje mi się, że jest to spowodowane niedzielnym meczem, w którym strzeliliśmy wiele bramek i zagraliśmy dobre spotkanie. Gdyby nie to, nastroje mogłoby być różne, ale sam fakt, iż możemy mieć ten puchar już niedługo, wprawia nas w pozytywną atmosferę.
Czy była to celowo podjęta decyzja na początku sezonu, aby traktować te rozgrywki poważnie – coś, czego nie zrobiło wiele klubów w poprzednich latach?
Nie uważam, że rozmawialiśmy o tym w jakiś wyjątkowy sposób, ale była to sprawa oczywista dla całego klubu. FA Cup oraz Carling Cup były ważnymi pucharami, ponieważ nie gramy w tym roku w żadnych rozgrywkach europejskich, dlatego wiedzieliśmy, iż będziemy walczyć – jeśli się uda, to nawet w dwóch.
Jeśli zobaczysz na drużyny z ćwierćfinałów, czy to mecze przeciwko Chelsea, Manchesteru City i Arsenalu, to ujrzysz, że grali w podstawowych składach. Nawet Stoke byli mocni.
Jeśli dotrzesz do pewnego, znaczącego etapu jakichś rozgrywek, wszyscy chcą, abyś je wygrał – i właśnie wygrana trofeum na tym etapie sezonu jest ważna, to impuls do końca. Jesteśmy Liverpoolem i chcemy zwyciężyć w każdych rozgrywkach, w jakich tylko występujemy.
24 różnych zawodników zagrało dla Liverpoolu podczas FA Cup oraz Carling Cup – co możesz powiedzieć o sile składu?
Myślę, że to pozytywna rzecz z dwóch powodów. Po pierwsze, mamy wiele dojrzałych graczy na tym samym poziomie – liczba obcokrajowców w tej drużynie jest zdumiewająca.
Drugi powód, to młodzi zawodnicy, którzy dopiero weszli do zespołu. Kiedy graliśmy w Exeter, Danny Wilson, Jack Robinson i John Flanagan grali wspaniale. Martin Kelly wciąż jest zaliczany do młodych zawodników Liverpoolu i zrobił duży postęp odkąd został powołany do pierwszej drużyny. To daje im wiele doświadczenia, które jest ważne dla młodych graczy, ale to również udowadnia im, że każdy może walczyć i dostać się do pierwszej jedenastki.
To trzyma starszych graczy pod presją, ponieważ biorą udział w swego rodzaju zawodach, a Kenny otrzymuje sporo elastyczności ze względu na szeroki wybór zawodników.

Nikt nie może powiedzieć, że dostaliśmy się na Wembley w prosty sposób. Mieliśmy kilka naprawdę ciężkich chwil. Tak, jak choćby mecze z Chelsea i Manchesterem City – a więc co możemy teraz powiedzieć o rozwoju, który czynimy w tym momencie?
To słowa stają się teraz żartem na Melwood: „Kiedy osiągniemy jakiś remis u siebie?”. I nie osiągnęliśmy tego do rewanżowego, półfinałowego meczu. Po pierwsze, jadąc do Exeter, nigdy nie wiesz, co otrzymasz z tych spotkań. Stoke był ciężką drużyną tuż po kilku tygodniach od naszej przegranej w lidze. Manchester City i Chelsea również byli trudni do przejścia. Ale wychodziliśmy na boisko po to, aby wygrać, bez zaprzeczenia.
Podejście Kenny’ego do gry zawsze było takie: Chcemy pojechać na Wembley, jesteśmy tutaj, aby wygrać – i myślę, że pokazaliśmy to jakością naszych zawodników, których mieliśmy do dyspozycji podczas każdego spotkania.
Jako dyrektor sportowy Liverpoolu, powiedz nam o respekcie dla pracy Dalglisha, który przywrócił nas z powrotem na Wembley.
To nie chodzi tylko o to – myślę, że chodzi więcej niż tylko powrót na Wembley. Tu chodzi o wszystko. Kiedy powrócił w styczniu ubiegłego roku, wszyscy mówiliśmy, że jest odpowiednią osobą na to stanowisko. Kiedy dostał tu pracę na stałe w lecie, to również uważaliśmy, iż to oczywisty wybór. To wielka szansa mieć Kenny’ego w swoich szeregach.
Od tego czasu mówi się – i myślę, że prezes również tak uważa – iż drużyna zrobiła postęp. Mamy wspaniałą okazję wygrać trofeum w niedzielę i sezon absolutnie nie jest jeszcze skończony. Zrobił dobrą robotę i muszę dodać, że Steve Clarke, Kelvin Keen oraz John Achterberg również.
Czy zawodnicy inaczej będą przygotowani do tego meczu niż zwykle?
Myślę, że będziemy taktować to, jako wyjazdowe spotkanie. Oczywiście jest to neutralne boisko, ale staje się grą poza własnym boiskiem. Wszystko będzie takie samo – podróż, hotel i przygotowanie do gry.
Zawodnicy nie zauważą żadnej różnicy od wyjazdowego meczu. Za kulisami faktycznie uczyniliśmy trochę zmian, ponieważ Cardiff to przeciwnik przeciwko któremu nie jest nam dane regularnie grać.
Sztab szkoleniowy, jak i sam Kenny nie zna na pamięć tej drużyny. Musimy upewnić się, że mamy odpowiednie materiały z nagraniem poszczególnych zawodników i przygotujemy się na niedzielny mecz najlepiej, jak możemy.

To nowy, młody skład – często mówi się, że w takim wypadku pierwsze trofeum jest najtrudniejsze do zdobycia, więc co może oznaczać zwycięstwo w niedzielę?
Myślę, że to oczywiste – zaufanie do graczy jest bardzo ważne. Miejsce będzie tętnić życiem w niedzielę i jeśli wygramy, dam nam to pewien impuls, że wszystko idzie po naszej myśli.
Pamiętam, gdy Roberto Manieni w tamtym roku powiedział przed finałem FA Cup, iż gdy wygrywasz po raz pierwszy, to daje zaufanie dla każdego. Manchester City powróciło i pierwsza część sezonu była w ich wykonaniu porywająca. Mieliśmy podobne doświadczenie, gdy Spurs wygrało Carling Cup w 2008 roku z Chelsea. To było początkiem tego, co zaczęło dziać się z Tottenhamem. Gracze, jak Bale, Lennon, Ledley King, Assos-Ekotto, Huddlestone, Michael Dawson i Jermain Deofe byli w tym czasie w zespole. Wygrana trofeum w tym okresie dla klubu dała zawodnikom olbrzymie zaufanie.
Jestem przekonany, że Spurs zbudowali swój sukces na tym osiągnięciu i mam nadzieję że tak również będzie u nas. Ostatnie trofeum wygraliśmy w 2006 roku. Pamiętam finał z West Ham, ale to było sześć lat temu. Jeśli wygramy i zakończymy sezon z dobrymi wynikami, to zaczniemy następny w fantastycznej formie.
To będzie pierwszy mecz Liverpoolu na nowym Wembley, co stanie się dużym doświadczeniem dla wszystkich zawodników. Jak dużą rolę odegrają Gerrard, Carragher i Reina?
Nie zapomnijmy o Dirku Kuycie, który grał w finale Ligii Mistrzów i Mistrzostw Świata. Luis Suarez i Sebastian Coates grali w Copa America. Jest również Stewart Downing, będzie to dla niego trzeci finał Carling Cup, więc na pewno wie o co w tym chodzi.
Zwycięstwo będzie oznaczało, iż drużyna zagra w europejskich pucharach - czy to duża motywacja, aby wygrać ten mecz?
Powiem tak i nie. Tak, ponieważ wiemy o naszej szansie gry w Lidze Europejskiej. Ale jestem pewien, że jeśli powiesz każdemu "Zakwalifikujesz się do Ligi Europejskiej, jeśli wygrasz ten mecz", to odpowie "Tak, ale najważniejszą rzeczą jest to trofeum". To jest najważniejsze.
Liga Europejska będzie oczywiście dużym plusem i pomoże to w następnym sezonie. Świadomość wzięcia udziału w Lidze Europejskiej już pod koniec lutego będzie sporym bonusem. Ale po niedzieli będziemy kontynuować rozgrywki ligowe, więc jeśli awansujemy dzięki nim, to również będzie w porządku.

Kiedy przyszli nowi właściciele, celem numerem jeden był powrót wszystkich trofeów do Liverpoolu. Teraz stoimy przed szansą zabrania jednego z nich. Jestem pewien, że dużo rozmawiasz z Wernerem i Henrym – co mówili na ten temat?
Rozmawiałem z nimi z Kennym wczoraj. Nie mogą doczekać się swojej pierwszej wizyty na Wembley. Myśłę, że każdy myśli w ten sposób – osiągnęliśmy ten finał małymi krokami. Wytłumaczyłem również, co Wembley znaczy dla angielskiego futbolu. Każdy jest skoncentrowany na zwycięstwie i chce dostać się do Champions League. Wygrywanie trofeów to cel każdej drużyny, szczególnie Liverpoolu.
Właściciele oglądali mecz półfnałowy. Byli zachwyceni - zrozumieli, jak ważne jest zwycięstwo. Zrozumieli, jak ważne jest to przede wszystkim dla fanów i nie mogą się doczekać niedzieli tak, jak my.
Każdy związany z klubem czeka na to, aby ujrzeć Stevena Gerrarda wznoszącego trofeum, prawda?
Tak. Myślałem o tym kilka dni temu – zobaczyłem Steviego wznoszącego puchar Ligii Mistrzów i pomyślałem, że byłbym zachwycony, widząc go z innym trofeum w niedzielę. To byłoby piękne uczucie.
Mamy jeszcze ćwierćfinał FA Cup przed sobą i wciąż jesteśmy kilka punktów za czołowa czwórką – czy jesteś zadowolony z tego, jak rozgrywa się ten sezon?
Tak, oczywiście. Kenny powtarzał to kilkakrotnie i myślę, że robimy postępy. W ostatnich dwunastu miesiącach Kenny powrócił, sprowadził dziewięciu piłkarzy. To nie jest nic małego, to olbrzymi, olbrzymi remont składu.
Oczywiście zabiera to sporo czasu, ale uważam, że robimy dobrze. Niedziela może być wielkim osiągnięciem i stwierdzeniem o dobrej dyspozycji Liverpoolu. Ale powtórzę to jeszcze raz – musimy wygrać w niedzielę. Ponadto istnieje jeszcze wiele innych kwestii, jak Premier League i FA Cup, dlatego sezon jeszcze się nie kończy. Czy wygramy, czy przegramy w niedzielę, nie zatrzyma to nas, ponieważ nadal mamy jeszcze wiele rzeczy do osiągnięcia.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Brak komentarzy



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





