Przygotowania do niedzielnego finału Carling Cup na Wembley idą pełną parą, a wraz z oficjalną stroną Liverpoolu odliczamy pięć wspaniałych wydarzeń, które łączą nas z Cardiff. W części pierwszej przedstawiamy Wam pierwszy mecz Liverpoolu pod wodzą Billa Shankly’ego.

Kiedy myślisz o Billu Shankly’m, widzisz jego zaciśnięte w geście radości pięści, kiedy schodzi po schodach St George’s Hall lub morze szalików na the Kop, kiedy tysiące fanów wyśpiewują jego imię. Myślisz o człowieku, który położył fundamenty pod futbolową dynastię, która będzie rządzić Anglią i Europą.
Jeśli demolka Newcastle w finale Pucharu Anglii w 1974 roku, która była jego ostatnią znaczącą chwilą, jako manager jest niezapomnianą chwilą – to jego pierwszy mecz na ławce Liverpoolu z pewnością nie chce być zapamiętany.
- Bill Shankly, jeden z największych osobistości piłkarskich, był bardzo stonowanym człowiekiem po pierwszym meczu w roli managera Liverpoolu – głosiły gazety po tym, kiedy Liverpool został zmiażdżony 4-0 przed rozgniewanym tłumem na Anfield.
Przeciwnik? Cardiff City Billa Jonesa podczas drugoligowych rozgrywek. The Reds zajmowali przed meczem czwarte miejsce, a Cardiff było na 10 pozycji.
To doświadczenie było dalekie od tego, które Shanks otrzymał po wygraniu pierwszego w historii Pucharu Anglii siedem lat później na Wembley.
Drużyna, jaką odziedziczył Bill po Philu Taylorze była rozbita i bez motywacji.
Johnny Wheeler, Bobby Campbell i prawy skrzydłowy Fred Morris z pewnością chcieli zapomnieć o tym meczu, kiedy Derek Tapscott dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a Johnny Watkins i Joe Bonson dobili drużynę Shanksa.
Tylko Roger Hunt i Ronnie Moran byli w stanie niepokoić bramkarza Cardiff Grahama Vearncombe’a. Nowy manager, który pięć dni wcześniej przyszedł z Huddersfield Town, miał wielką górę kłopotów do pokonania.
- Jakiekolwiek pomysły ma Shankly – a oczekuję zdecydowanych działań – to rażące uchybienia na skrzydłach muszą być jasne dla wszystkich – można wyczytać w raporcie Daily Dispatch.
- Shankly musiał zdać sobie sprawę z ogromnego zadania, jakie stoi przed nim do wykonania, kiedy słaby zespół Liverpoolu został upokorzony przez Cardiff, komplikując sprawę awansu.
- Po meczu Bill Shankly usłyszał gwizdy od zawiedzionych fanów na Anfield. Jednak Shanks nigdy nie bał się ciężkiej pracy. Obawiam się jednak, że będzie miał jej wyjątkowo dużo w następnych kilku miesiącach.
Shankly w swój charakterystyczny sposób był uparty i zdeterminowany.
- Oczywiście, że jestem rozczarowany, ale odziedziczyłem zespół bez formy w swoim pierwszym meczu. Nauczyłem się sporo rzeczy w ten sposób – mówił po meczu Bill.
Tak więc pomimo blamażu z Cardiff, widać było, że coś jest na rzeczy.
Praca Billa, by odwrócić wszystko na dobrą drogę, dała niemal natychmiastowe efekty. W następnym meczu Charlton wygrał z Liverpoolem 3-0, jednak potem the Reds wygrali 12 z pozostałych 21 meczów, remisując pięć spotkań.
Liverpool ukończył rozgrywki na trzecim miejscu i stracił szansę na awans, podobnie, jak w następnym roku. Jednak na początku sezonu 1962-63 wrócili już do najwyższej klasy rozgrywek w kraju.
W maju 1964 roku zdobyli mistrzowski tytuł po raz szósty.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Brak komentarzy



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





