Jutro Anfield wybuchnie na nowo. Co prawda Suarez nie wróci, ale wróci Evra. Jak to się skończy, nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że nie będzie kolejnego skandalu wywołanego przez czyjeś wątpliwe smutki, bo nie mogłoby się tym meczom nic gorszego przytrafić, niż powolna transformacja w Gran Derbi, którym od przyjścia Mourihno do Realu rządzi żałosna atmosfera. Zostawmy jednak drużynę rywala, skupmy się na sobie.
Co można przewidzieć na dzień dzisiejszy? Na pewno będzie to pełen emocji mecz, wątpliwe również, żeby obyło się bez goli z jednej i z drugiej strony. Podobno United jest smagane plagą kontuzji, ale nie umniejsza to faktu, że znając nasze głupie szczęście, to oddadzą na naszą bramkę dwa strzały, z czego jeden padnie z czegoś na wzór podwójnej przewrotki po jakiejś niefortunnej pomyłce obrony, czyli mówiąc krótko – w głupich okolicznościach. A mecz zacznie się od nowa. Mam nadzieję, że nie jestem złym prorokiem, ale nie takie rzeczy działy się na Anfield w tym sezonie. Obrona i pomoc pewnie pozostaną bez zmian, boję się natomiast o atak.
Rozumiem, że Bellamy może czuć się zmęczony po ostatnim występie, ale na miejscu Kenny’ego wystawiłbym go znowu od pierwszej minuty i przetrzymał przez godzinę gry. Odpoczywać sobie będzie mógł na najbliższych meczach ligowych z drużynami mniejszego kalibru, bowiem jutro stawka będzie wyjątkowo wysoka. Do czego tak dyplomatycznie zmierzam? Odpowiedź jest prosta.
Wystawienie Carrolla od pierwszej minuty, czego najbardziej się boję, może nas kosztować małą tragedię. Stracimy całą dynamikę i wenę z przodu, a największą głupotą byłoby na własne życzenie doprowadzić do rewanżu na Old Trafford. Tego trzeba uniknąć za wszelką cenę. Bellamy zmęczony? Schodzi, nie ma problemu, wrzucamy piątego obrońcę i robimy autobus pod bramką przy korzystnym dla nas wyniku, bo kogo wtedy będzie obchodził styl? A Carroll niech sobie wtedy walczy z przodu o piłki. Ważne jednak, żeby ich przycisnąć od samego początku. Zgnieść ich, zdominować, zastrzelać bramkę. United nie jest w wielkiej formie, jest szansa wziąć rewanż za niefortunny remis ligowy i za Evrę, tylko, na litość boską, oby bez bezsensownych czerwonych kartek i kolejnych skandali.
Na koniec zostawiłem sobie małą złośliwość – ile musiał zapłacić Webb fanklubowi Manchesteru United, żeby oglądać mecz wyjazdowy stojąc z jakąś elektroniczną tablicą przy ławkach rezerwowych? Chętnie sam skuszę się na taką promocję. Oczywiście to żart, żeby nie było, a sobie i Wam życzę jutro równie pięknego i słonecznego dnia jak dzisiejszy, skończonego naszym zwycięstwem.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
lehman7272; 27.01.2012; 12:53
Miejmy nadzieje ze kibice nie dostana banu za wyzywiska do Evry bo tak moze sie skonczyc jezeli nie beda trzymac nerwow.



Pierwszy finał Liverpoolu od 2006 roku. Rywalem the Reds w ramach Carling Cup będzie drużyna występująca na co dzień w Championship - Cardiff City. Podopieczni Kenny'ego Dalglisha pojadą na Wembley najprawdopodobniej z całym, zdrowym składem, nie biorąc pod uwagę, Lucasa Leivy, który wypadł z kadry do końca sezonu z powodu kontuzji.

Liverpool gromi w V. rundzie FA Cup, ekipę Brighton 6:1. Bramki dla the Reds strzelali Martin Skrtel, Andy Carroll, Luis Suarez i dwaj defensorzy gości. Honorowe trafienie zaliczył LuaLua. Warte odnotowania jest, iż jedenastka wykonywana przez Suareza została wybroniona.






